czwartek, 30 sierpnia 2012

O higienie i ogólnie o wzbogacaniu oraz kręceniu mazideł

Napisałam już pierwszą cześć o moim wzbogacaniu gotowych produktów.
Postanowiłam napisać o zasadach jakich trzeba przestrzegać przy wzbogacaniu gotowych produktów różnymi półproduktami.

Przede wszystkim higiena

Zachowanie zasad higieny jest podstawą przy wzbogacaniu czy robieniu kosmetyków. A szczególną uwagę trzeba zwracać przy produktach do pielęgnacji cery.

Przede wszystkim czyste stanowisko pracy, następnie dokładnie umyty sprzęt laboratoryjny lub ten nasz domowy oraz opakowania do naszych wzbogaconych kosmetyków. Druga sprawa najważniejsza to odpowiednie zdezynfekowanie tych właśnie przyborów. Może być to alkohol etylowy 96% ( spirytus ), lub używane w gabinetach kosmetycznych, dentystycznych czy nawet w studiach tatuażu specjalne płyny do dezynfekcji. Oczywiście nie musimy kupować tych działających niezwykle mocno na różne bakterie i wirusy bo takich pewnie nie posiadamy u siebie w domu.


Ja polecam ze względu na wszechstronność płyn Skinsept Pur. Jest to preparat używany w salonach kosmetycznych przed zabiegami oraz przez wizażystów do dezynfekcji pędzli oraz kosmetyków np. szminki, puder. Nie niszczy on włosia, nawet tego naturalnego a rozpylony na kosmetyku momentalnie wysycha i zostawia suchą, odtłuszczona powierzchnie.
O Skinsept Pur dowiedziałam się z bloga Angel Makeup World . Post jest niezwykle ciekawy i pouczający, warto zajrzeć.



Zakupiłam go hurtowo za 28 zł za 1 l, ponieważ w aptekach ten 350 ml z atomizerem jest tylko 2 zł tańszy a ten litrowy 10 zł droższy. Tak się złożyło że u mnie w mieście stacjonuje taka hurtownia, więc pojechałam go odebrać osobiście. I aby wygodnie się go używało, zakupiłam dodatkowo w aptece w cenie 3 zł alkohol salicylowy z atomizerem ( 50 ml). Alkohol przelałam do osobnej, zdezynfekowanej buteleczki a do tej przelałam część płynu.
Płynu używam codziennie do odkażania pędzli do makijażu, a raz na miesiąc mniej więcej do dezynfekowania pomadek do ust czy pudrów. I oczywiście do dezynfekcji sprzętu używanego do mieszania mazideł oraz opakowań.

Dodatkowo używam go do dezynfekcji produktów codziennego użytku: myszka, klawiatura, komórka, mniej więcej raz w miesiącu. Polecam także to zrobić innym dla własnego zdrowia. 


Sprzęt


Nie trzeba się zaopatrzyć w laboratoryjny sprzęt, jeśli ktoś ma pomysł na użycie rzeczy dostępnych w domu to nie ma przeszkody. Ważna jest dokładność pomiarowa. Można samodzielnie zrobić przeliczniki. A dzięki wiedzy na temat ciężarów właściwych możemy bez problemy odmierzać gramy w miarkach 1-mililitrowych.
Poniżej kilka linków do przykładowych ciężarów właściwych. Takie informacje znajdziemy także przy danym półprodukcie na stronie gdzie je kupujemy.

Przydatne wzory i przeliczenia
Tabela ciężarów właściwych-półproduktów

Do tworzenia kosmetyków mineralnych do twarzy powinnyśmy posiadać moździerz lub młynek do kawy w celu dokładnego roztarcia i wymieszania składników.
O tworzeniu i ogólnie o kosmetykach mineralnych do makijażu pisałam tutaj.


Druga sprawa to opakowania, buteleczki, słoiczki. Możemy kupić nowe albo wykorzystać opakowania po zużytych kosmetykach. Trzeba pamiętać oczywiście o dokładnym ich umyciu oraz zdezynfekowaniu.

Profesjonalny sprzęt laboratoryjny można zakupić w sklepach chemicznych np. na allegro - linki także poniżej.

http://allegro.pl/sklep/7192959_tomchem - tanie szkło, sprzęt laboratoryjny oraz odczynniki/półprodukty
http://allegro.pl/sklep/23078122_allchemik- j.w.
http://allegro.pl/sklep/19518330_pyrogarage - odczynniki chemiczne


Odpowiednie stężenia i technika

Najważniejsze jest przestrzeganie odpowiednich dopuszczalnych stężeń. Za dużo może nam wyrządzić nie raz krzywdę np. kwasy, a za mało może w ogóle nie dać oczekiwanego efektu. Do odpowiedniego stężenia w granicach normy można oczywiście dojść za pomocą metody prób i błędów.
Jeśli używamy kwasów lub substancji wrażliwych na zmiany pH to musimy kontrolować je po przez używanie papierków lakmusowych. Aby zmniejszyć pH - zakwasić roztwór musimy użyć jakiegoś kwasowego odczynnika np. kwas mlekowy, natomiast aby zwiększyć pH używamy np. wodorotlenku sodu ( soda ).

Jak uregulować poziom pH wykonanego kosmetyku

Co do kwasów musimy także uważać na stężenia, ponieważ kwasy zachowują się inaczej niż reszta odczynników.

Kalkulator stężeń ( mi działa tylko na Internet Explorer )

Wzbogacanie to najprostsza metoda użycia półproduktu. Wybieramy dowolny kosmetyk i dodajemy odpowiednie stężenie. Prosto wzbogacimy nasz ulubiony tonik, ale również ulubiony krem, maskę glinkową lub maskę do włosów.

Ekstrakty łatwo dodać do kosmetyku, te płynne bardzo łatwo , natomiast te w proszku trzeba dokładnie wymieszać. Można ew. użyć mieszadełka w postaci spieniacza do kawy. Do wzbogacania najlepiej użyć część kosmetyku, najlepiej małą część na kilka użyć. Wtedy szybko możemy przygotować kolejna zmodyfikowaną porcję. Taka porcję trzymamy w lodówce, bo naturalne ekstrakty mogą skrócić datę ważności produktu.

Do wzbogacania nie polecam używać kwasów, czy substancji do których rozpuszczenia potrzebny jest alkohol, lub odpowiednie pH, lub podgrzewanie do odpowiednich temperatur, ponieważ to wymaga pewnych umiejętności. Ponadto nowy składnik może reagować rożnie z reszta produktu i się rozwarstwiać lub szybciej psuć.

Dodawanie olejów do kremów może mieć negatywny skutek, ponieważ zawarty w gotowym produkcje emulgator może być nie wystarczający do takiej porcji oleju, i w konsekwencji olej nie wymiesza się z produktem. Polecam tworzenie ekspresowych ser olejowych:
Ekspresowe sera do twarzy
http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/i/Serum/100
Oleje za to z powodzeniem dodajemy do masek do włosów.

Łatwo także wyczarować krem z filtrem UV lub balsam brązujący czy z rozświetlającymi drobinkami, wystarczy dodać odpowiednia ilość filtrów mineralnych: dwutlenku tytanu i tleny cynku lub perłowe miki do balsamów. Potrzebne minerały zakupimy np. w sklepie kolorówka.

Do najbezpieczniejszych należą: proteiny hydrolizowane, l-cysteina, ekstrakty naturalne, glinki, algi, liposomy, witaminy i inne substancje takie jak np. mocznik, kwas hialuronowy czy gliceryna.

Wspaniałą odmiana kosmetyku są olejki eteryczne. Można je dodawać do gotowych produktów w małych stężeniach. Można także zrobić własne perfumy w kremie, dodając do miksu twardych maseł i wosków odpowiednią kompozycję ulubionych olejków. W celu wzmocnienia efektu pielęgnacyjnego dodajemy je do olejów do skóry głowy czy oliwek do ciała. Łatwo wyczarujemy także sole, kule i mydełka do kąpieli z dodatkiem tych pachnących półproduktów. Aromaterapia ma zbawienny wpływ na stan umysłu.

Co do tworzenia kosmetyków od podstaw, musimy się zaopatrzyć w niezbędna wiedzę a także dokładniejszy sprzęt. Więcej wiedzy na ten temat w linkach poniżej.

 Sklepy z półproduktami i przepisami podałam w linkach.

Reszta przydatnych linków:

http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/i/Wzbogacamy-krem-sklepowy./73
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=322395 - temat o wzbogacaniu gotowców
http://www.femineus.pl/index.php?topic=7511.0 - j.w.
http://www.laboratoriumurody.pl/forum/jak-zrobic-krem-sposobem-domowym-ogolne-informacje,t13.html - bardzo dokładnie opisane jak zrobić najprostszy krem
http://mazidla.com/receptariusz/21/21-wykonywanie-mazide-informacje-ogolne.html
http://wizaz.pl/forum/archive/index.php/t-600900.html - temat na forum o higienie podczas tworzenia kosmetyków
http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/i/ABC/5 - Kompendium wiedzy na temat tworzenia kosmetyków i właściwości ich składników.
http://www.zrobsobiekrem.pl/info/index/pageId/138/preview/1 - Krok po kroku - przewodnik dla początkujących

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Efekt laminowania lub Encanto po...l-cysteinie!

Tak, tak tytuł mówi sam za siebie. Moja natura eksperymentalna oraz braku odpowiednich składników zawsze popycha mnie do tego typu testów na sobie.

Tym razem zainspirowana postem Kascysko oraz dodatkowo zachęcona zdjęciami Lallane postanowiłam zrobić własna wersję domowego pseudo Encanto.

W oryginalnym przepisie była keratyna, gliceryna, olej oraz woda. A ze nie posiadam w swojej jakże skromnej kolekcji półproduktów ( chyba aż 5 w tym 4 ekstrakty ) keratyny postanowiłam wykorzystać do tego celu l-cysteinę. Biorąc tylko pod uwagę że to też rodzaj proteiny z tym że nie mam pojęcia, bo nie mogłam znaleźć odpowiednich informacji, jaka wielkość cząsteczki ma owa l-cysteina w porównaniu z keratyną. Ale i tak postanowiłam spróbować.

Moje wcześniejsze podejścia z l-cysteiną były różne, ale raczej rozczarowujące. Robiłam sobie płukanki/mgiełki z l-cysteiną, ale bez d-panthenolu i aloesu, tylko l-cysteina i gliceryna. Płukanka ta śmierdziała strasznie, a do tego włosy po niej były napuszone no i śmierdziały przez kilka dni, mimo ze myję włosy codziennie. Następnie postanowiłam ja dać do maski Bingo Spa 5 alg z dodatkiem żelu aloesowego. Może ten żel to był błąd ale po pół godzinnym trzymaniu pod czepkiem, miałam we włosach jakieś gumowate coś. i musiałam je umyć szamponem Baby Dream bo woda nie chciała tego spłukać. Włosy po zabiegu śmierdziały nadal ale efektu nie było żadnego.

Nadzieją na dobre wykorzystanie l-cysteiny był wspomniany przepis na mgiełkę do włosów. Mój przepis wyglądał następująco:
  • 2 ml l-cysteiny (ponad 8 % )
  • około 5 ml oleju lnianego
  • około 0,8 ml gliceryny
  • 15 ml wody
Wszystko razem wymieszałam i spryskałam suche, nie umyte włosy. Po 10 minutach walki ze spryskiwaczem, wysuszyłam włosy suszarką. Po kolejnych 5 minutach umyłam włosy płynem Facelle. Sądziłam że włosy po takiej dawce oleju oraz protein, nie dadzą się domyć. A tu prawdopodobnie za pierwszym włosy się domyły, bo było sporo piany, ale ja nie mogłam w to uwierzyć więc nałożyłam szampon jeszcze raz. Następnie nałożyłam odrobinę odżywki Isana z olejkiem Babassu, ponieważ zawsze z tyłu głowy robi mi się sianko. Natomiast reszta włosów była gładka i śliska.
Na chwilę zawinęłam włosy w bawełnianą koszulkę a po ściągnięciu rozczesałam włosy drewnianym grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami oraz nałożyłam na włosy odrobinę odżywki Joanna Naturia z lnem i trochę żelu lnianego. Coś dużo tego lnu :)
Włosy łatwo się rozczesywało mimo małej ilości odżywki, za to naturalnie problem był z siankiem z tyłu głowy, ale po rozczesaniu, włosy były gładkie i proste. Wysuszyłam je naturalnie. 
Nie spodziewałam się żadnych efektów, bo nigdy ich nie uzyskałam. 
Mała refleksja. 
Nie wiem czy ktoś wie jak to jest gdy sprawdza się chyba wszystko co można a nasze włosy są dalej w takim samym stanie, ale ja dokładnie tak mam. Żaden olej nie dawał mi efektów, nakładałam je w różny sposób i zmywałam różnie, a maski nawilżające...mogłabym je trzymać całe dnie a i tak włosy są suche. Przesuszyłam je utlenianiem i wiem że są trwale zniszczone, więc może dlatego spokojnie prowadzę bogata pielęgnacje dalej. Bez szaleństw oczywiście, bo wiem że małym kosztem także można uzyskać zadowalające efekty.
Ale w wypadku tej mieszanki pojawił się prawdziwy, cud! Przełom w mojej pielęgnacji.
Już przy pierwszych 30 minutach zauważyłam że włosy dalej są na swoim miejscu, nie wykrzywiają się w nieporządne strony oraz nie puszą się. A dalej było już tylko lepiej. Włosy schły a były cały czas miękkie, lekkie, sypkie, baaardzo gładkie i w ogóle się nie spuszyły. Na prawdę wyglądały jak wyprostowane całkiem dobrą prostownicą. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ciągle dotykałam włosy i przeglądałam się w lustrze :P
Żeby nie być gołosłowną, zdjęcia:





Jak widać, moje włosy są mocno cieniowane, wiec te krótsze włosy chcąc nie chcąc i tak się lekko pofalowały, ale te z przodu oraz od spodu są idealnie proste. 
Tego dnia było bardzo wietrznie, a mimo to włosy pozostały cały czas na swoim miejscu, tzn nie spuszyły się oraz nie powykręcały. Oto dowody:





 Na zdjęciach wyglądają na dość potargane zwłaszcza te wycieniowane pasma, ale w rzeczywistości aż tak tego nie widać

W następnych dniach prowadziłam kolejne badania. Bo nie mam do końca pewności, co stworzyło taki efekt czy wszystko naraz, czy połączenie oleju lnianego z l-cysteiną czy to połączenie pod wpływem ciepła suszarki, czy może sama mieszanka oleju lnianego z wodą ( ew. gliceryna ) pod wpływem suszarki, istnieje jeszcze nikła możliwość że sama mieszanka oleju lnianego z wodą pozostawiona do wyschnięcia naturalnie.
Chce także sprawdzić jak ten efekt będzie wyglądał i wpływał na falowanie się włosów przez plopping.

Więc o tym napiszę post edytujący, bo może to potrwać nawet tydzień. 

sobota, 25 sierpnia 2012

Wzbogacamy gotowce cz. I - ekstrakty z zielonej herbaty i malin

Jakiś czas temu kupiłam kilka półproduktów z myślą o wzbogacaniu gotowych produktów.
Przyszedł czas na relację z mieszania moich mikstur.

Na początku omawianego półproduktu zamieszczam krótką informacje o ich właściwościach, to przybliży powody dla których dodawałam je do różnych kosmetyków.

  • ekstrakt z malin
Ekstrakt z owoców malin odświeża, łagodzi podrażnienia, poprawia wygląd skóry, wzmacnia ją. Kosmetyki z ekstraktem z malin działają wygładzająco, zapobiegają nadmiernemu wydzielaniu łoju, zapewniają skórze zdrowy wygląd. Polecane przy cerze tłustej i mieszanej. 
Owoce malin są bogatym źródłem cukrów, kwasów owocowych (cytrynowy, jabłkowy, askorbinowy, winowy), witamin A, z grupy B, C i E, soli mineralnych (potas, wapń, cynk, miedź, żelazo, mangan, magnez, fosfor, sód), związków śluzowych i pektyn
Zalecane zastosowanie w kosmetykach (w produktach typu kremy, toniki, maseczki, żele) do 5%
źródło:  http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Ekstrakt-z-zielonej-herbaty/50


Ekstrakt ten szczególnie podobał mi się w maskach glinkowych na twarz: zielona, czerwona i Ghassoul. Dodawałam go w stężeniach od 2 do 4 % ale można też stosować większe stężenia, co prawdopodobnie uczynię ponieważ maliny sprawują się znakomicie. Po pierwsze maska zyskuję świeży zapach ziół, po drugie twarz jest jakby bardziej rozjaśniona a pory zwężone.
Maliny dodaję także do żelu Ziaja Ulga do mycia twarzy ( około 2 %) , świetnie odświeża twarz i ściąga pory.
Kwasy owocowe zawarte w ekstrakcie dobrze pielęgnują włosy i je zakwaszają, dlatego z powodzeniem dodawałam je do masek na włosy ( BingoSpa 5 alg, truskawkowej, Stapiz )

Ogólnie uważam że ten ekstrakt jest wartosciowy i pomocny w pielęgnacji twarzy jak i włosów.
W szczególności polecam do cery tłustej i trądzikowej, przetłuszczających się włosów. W przyszłości rozważałabym dodawanie go w większych stężeniach do kremów, odżywek do włosów, szamponów, toników.

  • ekstrakt z zielonej herbaty
Ekstrakt z zielonej herbaty zawiera między innymi:
  • Garbniki – np. tanina, epikatechiny (m.in. epilogalusokatechina - EGCG) . Polifenole wykazują działanie ściągające, stosowane w leczeniu oparzeń i krwawień. Na powierzchni skóry wytwarzają warstwę ochronną łagodząc stany zapalne. Stosowane zewnętrznie łagodzą uczucie pieczenia, swędzenia. Uszczelniają ścianki kapilar włosowatych.
  • Alkaloidy – np. kofeinę, teofilinę, teobrominę. Alkaloidy mają doskonałe właściwości drenujące - pobudza mikrokrążenie skórne. Dobrze wpływają na zwiotczałą skórę, zmniejszają obrzęki. Kofeina z powodzeniem używana jest w kosmetykach dla suchej i wrażliwej skóry.
  • Witaminy z grupy B - tamina, ryboflawina, kobalamina. Tamina wspomaga leczenie łojotoku, trądziku pospolitego i różowatego i świądu skóry. Ryboflawina reguluje procesy rogowacenia skóry. Stosowana przy trądziku i łojotokowym zapaleniu skóry. Zapobiega wypadaniu włosów.
  • Witaminę K - Zastosowanie w kosmetykach ogranicza się głównie do kosmetyków przeznaczonych do cery naczynkowej i z trądzikiem różowatym. Witamina K wzmacnia ściany naczyń włosowatych, ogranicza rumień, zmniejsza cienie pod oczami.
  • Witaminę C - jeden z najefektywniejszych naturalnych przeciwutleniaczy, efektywnie chroni komórki skóry przed atakiem wolnych rodników, uczestniczy w syntezie elastyny i kolagenu, zapewnia delikatne działanie przeciwbakteryjne.
  • Witaminę P (często nie jest ona uznawana za witaminę) - zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych, działanie przeciwobrzękowe, działanie antyoksydacyjne.
  • Sole mineralne - fluor, żelazo, magnez, mangan, potas, wapń, fosfor, cynk. 
Ekstrakt z zielonej herbaty jest stosowany w kosmetykach antyaging, antycelulitowych, tonizujących, przeciwzmarszczkowych, przeciwtrądzkiowych, w produktach do higieny intymnej, w produktach po opalaniu łagodzących podrażnienia, w produktach do pielęgnacji cery naczynkowej, w produktach do pielęgnacji włosów tłustych, przetłuszczających się i skłonnych do łupieżu ze względu na następujace właściwości:
  • przeciwrodnikowe (polifeonole mają nawet dwustukrotnie mocniejsze działanie antyutleniające niż witamina E)
  • działanie ściągające
  • udrażniające
  • ochronne, łagodzące
  • nawilżające
  • bakteriobójcze
  • słaby, naturalny filtr UV ponadto wzmaga syntezę melaniny
  • normalizujące działanie gruczołów łojowych
Zalecane zastosowanie w kosmetykach - do 5%.
źródło:  http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Ekstrakt-z-zielonej-herbaty/50 

Ekstrakt z zielonej herbaty jest chyba najpopularniejszym ekstraktem dodawanym do rożnego rodzaju kosmetyków do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów.
Ja dodawałam go właściwie do wszystkiego, mniej więcej w stężeniu 2 % do toniku ( Ziaja Nuno), żel do mycia twarzy ( Ziaja Ulga ), maski z glinek, żel do mycia ciała, szampon, maska do włosów. Nigdy nie używałam go solo wiec nie mogę za dużo powiedzieć o jego szczególnych właściwościach, ale wiem że dobrze wspomaga codzienną pielęgnacje.
Dowodem na to jest moja mama. Ma cerę naczynkową z nielicznymi zmarszczkami. Dodałam 2% ekstraktu do jej kremu na naczynka Ziaja Ulga i już po pierwszym użyciu mama zauważyła: po pierwsze lekkie szczypanie, a potem wygładzenie zmarszczek. Przy kolejnych użyciach dodatkowo rozjaśnienie cery. Natomiast w połączeniu z Ginkgo Biloba po prawie miesięcznej kuracji, mama zauważyła uelastycznienie i wygładzenie skóry szyi i dekoltu.
Tak więc śmiem twierdzić ze widoczne efekty widać gdy nasza skóra ma jakieś problemy, czego nie mogę powiedzieć o trądziku. Natomiast co do zmniejszenia przetłuszczania się skóry to uważam ze jest pomocny.

Ekstrakt z zielonej herbaty jak i z malin, w przypadku cery tłustej i mieszanej będzie dawał efekty po jakimś czasie, ale nie spektakularne. Natomiast niezaprzeczalnym faktem jest to że wspomaga codzienną pielęgnację skóry, chroni ja przed czynnikami zewnętrznymi, przed wczesnym starzeniem się czy przebarwieniami, co będzie punktować na przyszłość. 

sobota, 18 sierpnia 2012

Recenzje Green Pharmacy: szampon, balsam i olejek

Jakiś miesiąc temu dostałam od portalu Uroda i Zdrowie do testowania 3 produkty Green Pharmacy. W tym poście chciałam się podzielić moją opinią i doświadczeniami z tymi produktami.



Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się - Nagietek Lekarski

Jest to w sumie typowy szampon ziołowy z SLS, z tym że zawiera substancje kondycjonujące.

Skład:


Na początku wspomniany SLS, potem wspomagająca i łagodząca betaina, i dwie kolejne wspomagające, łagodne substancje myjące. Następnie kondycjonery: silikon średnio - dobrze zmywalny przez samą wodę, i substancja filmotwórcza, ułatwia rozczesywanie włosów. No i w końcu ekstrakt z nagietka, potem parfum i spółka ( konserwanty, barwniki, regulatory pH).

Mi tutaj tylko nie podobają się te składniki filmotwórcze.
Generalnie ja wystrzegam się silikonów, quatów i i innych substancji filmotwórczych w szamponach, bo nie potrzebnie obciążają włosy i nadbudowują się na skórze głowy. Ale ten szampon dzięki SLS i tak je zmyje, no i błędne koło.

W butelce - całkiem przyjemnej dla oka, mieści się 350 ml. Szampon w sklepie kosztuje koło 7-8 zł ( dostępny z resztą w niektórych Rossmannach ). Jest bardzo gęsty, ale przy tym jakby nie wydajny, bo raczej słabo się pieni. Ma przyjemny zapach. Skórę głowy i włosy myje bardzo dobrze, wystarczy jedno nałożenie aby zmyć ciężki olej. Ja mam tendencję do przetłuszczania się głowy, ale nie zauważyłam szczególnej różnicy, czyli ani nie zaszkodził ani nie pomógł.

Podsumowując, ten szampon jest wg mnie bardziej skierowany do włosów normalnych, bo przetłuszczające się może obciążyć (silikony). Może czyli nie musi, zawsze można wypróbować na sobie co komu odpowiada. Generalnie jeśli ktoś nie "boi" się substancji filmotwórczych i SLS to polecam, ale ja raczej go nie kupię.


Balsam do włosów zniszczonych, łamliwych i osłabionych - Pokrzywa Zwyczajna

Tutaj sytuacja wydaje się bardziej skomplikowana. Mamy zestaw ciekłej parafiny, silikonów i ekstraktów na końcu składu..
Szczerze wątpię w jego właściwości regeneracyjne, bo zioła są raczej słabymi odżywkami do włosów, ( zwłaszcza w tej ilości ). Natomiast do skóry głowy są niezastąpione, ale balsamu nie polecałabym stosować na skórę głowy.


Co zawiera skład: alkohol tłuszczowy, substancja ułatwiająca zmywanie odżywki z włosów, ciekła parafina, kolejna substancja ułatwiająca zmywanie produktu, cykliczny silikon - samoistnie odparowuje z powierzchni włosów, dalej silikon do usunięcia przez łagodny szampon no i parfum. Reszta powinna być w stężeniu mniejszym niż 1%: regulator pH, glikol propylenowy, konserwanty, stabilizatory i na szarym końcu ( raczej śladowe ilości ) ekstrakty: skrzyp polny, pokrzywa zwyczajna, dziurawiec zwyczajny, NASIONA ( producent zapewnia że z owoców ) kasztanowca zwyczajnego, owoce żurawiny.

Może te ekstrakty w sumie będą miały ponad 1%, to już nie jest źle. A szczerze, to balsam ani nie odżywi,  może trochę coś wzmocni, ale nawilży, chociaż ta parafina... też za nią nie przepadami i zdecydowanie ułatwi rozczesywanie ( silikony ).

Pojemność balsamu to 300ml ( koło 8 zł ). Odżywka jest równie gęsta jak szampon, także wydaje się mało wydajna, mimo tych silikonów jest mało śliska. Ładnie pachnie. Chyba nic więcej nie mogę o niej powiedzieć.
Jest to odżywka niestety bardzo przeciętna tylko dla osób nie wymagajacych.


Ogólnie te dwa produkty są nie zgodne z sadami Curly Girl, oraz z zasadami że w szampon ma tylko myć a odżywka nie obciążać silikonami.


I teraz najlepsze na koniec :)


Olejek łopianowy z czerwoną papryką

Od dawna marzyłam o olejku łopianowym, ale w mojej okolicy dostępny był tylko ten z apteki ( 30 zł za 150ml ), więc wstrzymywałam się z kupnem. O olejkach łopianowych od Green Pharmacy też słyszałam ale nie są one dostępne we Wrocławiu, chociaż mogę się mylić bo wszystkich drogerii nie obleciałam. No i w Rossmannie tez ich nie ma, ale mam ogromna nadzieję że się pojawią.



Olejek już mnie zachęcił swoim składem, jest prosty w sumie tylko to co ma być.
Olej roślinny, do tego ekstrakt olejowy z łopianu większego, ekstrakt z czerwonej papryki i BHT czyli przeciwutleniacz, stabilizuje m.in. witaminy w oleju, jednym słowem zapobiega jełczeniu oleju.

Olejek mieści się w małej buteleczce 100ml ( podobno w drogeriach do kupienia za 5-7 zł ) z zakrętką/korkiem jak ze zwykłego oleju słonecznikowego Bartek. Mimo to moja buteleczka prawie zawsze jest tłusta... Wg mnie nie pachnie czymś szczególnym - po prostu olejem. Konsystencja bardzo płynna.

Używałam go zgodnie z zaleceniami producenta czyli 2 razy w tygodniu na 30 minut przed myciem. Wmasowywałam niewielka ilość oleju w skórę głowy. Zmywałam szamponem z SLS z tej serii, ale tez próbowałam Baby Dream'em i tez się zmył. Myślałam że to za krótko i za rzadko używam żeby były efekty, ale efekt po około 3 tygodniach przeszedł moje oczekiwania. Mnóstwo nowych babyhair!
Najbardziej widoczne były na zakolach, pojawiła się cała masa malutkich włosków, a gdy przesunę ręką po skórze głowy czuje także nowe klujące włoski :)
Jestem na prawdę zadowolona bo jeszcze miesiąc temu borykałam się z nadmiernym wypadaniem włosów i zahamowaniem wzrostu. Było to oczywiście spowodowane pogorszeniem się mojego stanu zdrowia, ale ostatnio już jest lepiej a ten olejek pomaga mi bardzo.
Postanowiłam dalej używać go 2 razy w tygodniu ale myślę że wydłużę czas do godziny przed myciem.
Olejek jest bardzo wydajny, nie trzeba go dużo nakładać, wręcz nie wskazane jest nakładanie zbyt dużo na skórę głowy bo i tak nadmiar nie wsiąknie w skórę głowy.

Wiem już że olejek na stałe zagości w moim niezbędniku włosowym, ale muszę go gdzieś dorwać...W najgorszym wypadku zamówię przez internet. Polecam go z czystym sumieniem :)


W poprzednim poście pisałam o Eliksirze do włosów wypadających Green Pharmacy tutaj można przeczytać recenzję. Zastanawiałam się nad prawdziwością stwierdzenia "Natural Cosmetics". Kolejne dzisiejsze przykłady a na pewno 2 z nich potwierdzają moja tezę że to hasło to chwyt marketingowy, co nie zmienia że są to produkty typowo ziołowe, chociaż jak na moje oko to w szamponie i balsamie jest zdecydowanie za mało ziół.

Krążą pogłoski że firma Green Pharmacy bierze sobie to do serca i zrezygnuje z parabenów i SLS! To by było już coś :)

Info:
http://naratunekwlosom.blogspot.com/2012/08/kilka-nowych-kosmetykow-szykuja-sie.html

edit:
Potwierdzam dostępność wszystkich produktów Green Pharmacy w Społem na placu Staszica we Wrocławiu. Olejek w cenie trochę ponad 6 zł to bardzo przystępna cena.
Na stoisku z kosmetykami znajdziemy także żele do mycia twarzy, higieny intymnej, balsamy do ciała, kremy do rak i stóp oraz peelingi do stóp Green Pharmacy.

środa, 15 sierpnia 2012

Recenzje psikadeł do włosów: Schauma, SunOzon, Green Pharmacy

Schauma Krem i Olejek z olejem arganowym


Jakiś czas temu w Naturze była promocja na odżywki bez spłukiwania Schauma ( 8 zł za 200ml ). Przejrzałam składy dostępnych wersji tej odżywki i najbardziej wartościową dla mnie okazała się właśnie ta z keratyna i olejem arganowym. Nie używałam wcześniej produktów z keratyną ani olejem arganowym, więc postanowiłam wypróbować.

Skład: Aqua, Glycol Distearte, Isopropyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Distearoylethyl Hydroxyrthylmonium, Methosulfate, Glycerin, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Argania Spinosa Kernel Oil, Dicaprylyl Carbonate, Quaternium-91, Phenoxyethanol, Cetrimonium Methosulfate, Parfum, Methylparaben, Laureth-23, Laureth-4, Benzyl Salicylate, Citric Acid, Limonene, Linalool, Salicylic Acid, Benzyl Alcohol, Geraniol, Citronelol, Coumarin.
źródło: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=52514

Od początku mamy 3 emolienty w tym dwa tłuste i jeden lżejszy, następnie jest silikon, w sumie tylko on psuje całokształt, ale generalnie ja się nie boje silikonów, jak nie jest ich za dużo. Następnie kolejny zmiękczacz, i tutaj już zaczynają się substancje aktywne: gliceryna, panthenol, keratyna, i olej arganowy. Składniki te maja za zadanie intensywnie nawilżyć włosy i zregenerować. Za składnikami aktywnymi mamy jeszcze jeden emolient, kondycjoner, dalej do już w sumie, zapach, konserwanty, stabilizatory, regulatory pH i o dziwo substancje myjące daleko w składzie (laureth).

Ogólnie odżywka tak jak pisze producent przeznaczona jest do włosów zniszczonych, bo zregeneruje je, nawilży, odżywi oraz zabezpieczy przed dalszymi uszkodzeniami (silikon).
Ja własnie takie włosy posiadam więc ona jest dla mnie wręcz stworzona.
Odżywka jest w sprayu, bez spłukiwania. Ma rzadką konsystencję i kolor mleka oraz zapach wanilii.
Odżywkę przed użyciem należy wstrząsnąć aby składniki się połączyły.

Działanie odżywki oceniam na naprawdę niezłe. Włosy są bardzo miękkie, nie puszą się tak, a piękny zapach utrzymuje się prze długi czas na włosach. Odżywka odbudowuję i świetnie  nawilża włosy. Po regularnym stosowaniu mogę stwierdzić że naprawdę może pomagać w pielęgnacji zniszczonych włosów. Zauważyłam także że końcówki nie rozdwajają się już prawie w ogóle.
Produkt jest bardzo wydajny.

Jak za taka cenę to jestem bardzo zadowolona.
Co do reszty odżywek z serii, to w przynajmniej dwóch z nich jest alkohol, więc trzeba uważać. Natomiast z tej serii skusiłabym się jeszcze na odzywkę Odbudowa i Pielęgnacja, skład właściwie taki sam z tym ze zamiast keratyny i oleju arganowego mamy niacinamide , masło shea oraz ekstrakt z kokosa.

SunOzon, Spray ochronny do włosów


Już na początku muszę zaznaczyć, ze nie mam pojęcia czemu go kupiłam. Może dlatego że miałam kod rabatowy, dzięki któremu zapłaciłam za niego 5 zł, może dlatego że miał mieć filtr ochronny, może pod wpływem opinii innych blogerek... W każdym razie żałuję zakupu, bo to nie robi nic, wręcz może szkodzi - alkohol w składzie.

Skład:


Jaki widać alkohol na początku, następnie gliceryna, polimer (chyba odpowiedzialny za filtr...), substancje myjące łagodne (dlatego się tak pieni gdy się go wstrząśnie). Koniec.

Nie wiem, aż mi wstyd ze go kupiłam naprawdę. Używam go do podkreślenia fal po "Ręcznikowaniu" ( o tym pisałam tutaj:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/08/plopping-czyli-jak-wyczarowac-fale-na.html )

Zapach raczej nie ładny, intensywny, średnio wydajny.
Plusem jest że będę mieć całkiem ładną buteleczkę do rożnych psikadeł, jest poręczna i stosunkowo mała.

Otóż stanowczo nie polecam, bo ani to chroni przed promieniowaniem UV, ani odżywia... Polecam tylko dla kupna buteleczki ( o ile nie szkoda komuś tych 5 zł na to ).


Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający, przeciw wypadaniu Green Pharmacy


Gdy tylko ujrzałam go w Rossmanie, wiedziałam ze musi być mój. Już dużo wcześniej czytałam o tych kosmetykach i zupełnie się nie spodziewałam spotkać je w Rossmanie. Fakt póki co tylko w jednym sklepie ( Arkady Wrocławskie ) ale to już coś. W drogerii możemy nabyć drugą wersję tego eliksiru, szampony oraz balsamy do włosów.

Eliksir kosztował 7 albo 8 zł, jest go 250ml.
Moja buteleczka chyba jest jakaś trefna bo gdy przewróci się na bok, lub dam ja do góry nogami spod zakrętki wylewa się nieco kosmetyku.

Skład:


O ile szampony i balsamy z tej serii, raczej mnie nie zachwyciły składem tak ten spray do włosów owszem.
Nazwa Eliksir jest adekwatna, ponieważ ekstrakty roślinne mamy już na samym początku w dużych ilościach. Ekstrakty z:  łubinu wąskolistnego, skrzypu polnego, nasion kasztanowca zwyczajnego oraz łopianu większego. Potem są jeszcze proteiny soi i substancje "konieczne": emulgator, stabilizatory, regulatory pH, zapachy, konserwanty.

Spray używa się do skóry głosy jak i całych włosów. Nie ma w nim substancji nawilżających lub natłuszczających wiec jako odżywka bez spłukiwania raczej się nie nadaje. Użyłam kilka razy eliksiru jako spray bez spłukiwania, ale tylko po masce mocno odżywiajaco-nawilżającej, i w tedy spray jest całkiem przyjemny dla włosów, skrzyp i proteiny soi je wzmacniają. Natomiast używany na co dzień może włosy wręcz przesuszyć, zioła i proteiny to wielkie wysuszacze.
Spray głównie używam na skórę głowy w celu wzmocnienia cebulek włosów. Używałam kilka razy w tygodniu w celu wspomagania porostu włosów i zahamowania nadmiernego wypadania włosów i uważam że pomógł mi w tym, nie w spektakularny sposób ale pomógł albo raczej wspomógł.

Myślę że mogłabym go wzbogacić o witaminy i glicerynę wtedy byłby przystępniejszy dla skóry głowy jak i włosów, i zapewne tak zrobię.

Co do tego stwierdzenia widniejącego na froncie butelki: "Natural Cosmetics" nie zgodziłabym się, substancje "konieczne" mówią same za siebie. Natomiast uważam że jest to produkt godny polecenia, ponieważ za niska cenę mamy cenne ekstrakty i to nie w śladowych ilościach. Czego nie mogę powiedzieć o reszcie serii ale o tym w osobnym poście.

Co do naturalności kosmetyków naturalnych znalazłam ostatnio krótki i treściwy artykuł - polecam:
http://www.kosmetykaprofesjonalna.pl/warto-wiedziec/artykul/prawdy-i-mity-o-kosmetykach-naturalnych-1167

niedziela, 12 sierpnia 2012

Plopping - czyli jak wyczarować fale na prostych włosach bez lokówki

Post ten jest wynikiem mojej eksperymentalnej natury czyli - "a co mi szkodzi spróbować!"
Uprzedzam post będzie długi i wyczerpujący, ale mam nadzieję że moje doświadczenia komuś pomogą :)

Zostałam zainspirowana postem hairlicious w którym to dowiedziałam się o metodzie wzmacniania skrętu potocznie zwaną "ręcznikowanie".
Metoda ta jest polecana dla włosów kręconych lub falowanych, ale tak jak wspomniałam na prostych drutach tez można poeksperymentować.

Plopping/plunking są to oryginalne określenia tej o to metody. Polega Ona mniej więcej na przyciśnięciu włosów do głowy koniecznie czymś bawełnianym, np. koszulką.

O metodzie oraz rysunki i dwa filmiki prezentujące metodę poczytacie własnie w polecanym przeze mnie poście:
http://obsessionhaircare.blogspot.com/2012/06/co-to-jest-recznikowanie.html

Zacznę od tego że moje włosy są proste jak druty, ale za to z tendencją do wywijania się w nieporządane strony a zwłaszcza na deszczu+wiatr - okropieństwo...
Generalnie jeśli chcę je sobie w jakikolwiek zakręcić to efekt jest bardzo marny, i szybko włosy wracają do swojej naturalnej postaci.
Próbowałam: na wilgotnych włosach zaplatać dwa warkoczyki, ciasno, najwyżej jak się da, metoda bardzo pracochłonna a efekty przy dobrych wiatrach są wymierne. Po pierwsze włosy zaplecione nie chcą juz schnąć same, więc musiałam im pomagać suszarka i tu pierwszy minus - niszczę włosy, drugi minus ciasne zaplatanie naciągają włosy, co za tym idzie osłabia cebulki włosowe, a także odkształca dość mocno włosy. Kolejny minus to to że włosy przy głowie są przylizane, i żeby dodać im objętości muszę użyć przynajmniej lakieru do włosów, sam skręt wygląda średnio naturalnie - od góry proste przylizane włosy, od ucha kręciołki. Musiałam je koniecznie mocno spryskać lakierem żeby się tak szybko nie rozprostowały. Przy odrobinie wprawy udało mi się przez jakiś czas tworzyć tę niefortunną fryzurę i wygladać nie najgorzej.

Najlepszy sposób na moje włosy to była lokówka, taka najzwyklejsza najtańsza, ceramiczna, na suchych włosach metodą kręcenia lokówka do góry nogami. To był mój ulubiony sposób zaczerpnięty od Azjatyckiego cukru:
http://www.youtube.com/watch?v=sE75GppQc10

Metoda ta pozwalała na stworzenie naturalnych fal nie od czubka głowy. Nie zajmowało mi to dużo czasu, nie robiłam też tego super dokładnie po to żeby efekt był jak najbardziej naturalny.
Włosy po zakręceniu utrwalałam średnio intensywnie lakierem i tak fryzura całkiem długo się trzymała.
Największy minus - niszczące gorąco lokówki a także sklejenie włosów przez lakier.

A teraz opiszę moja przygodę z ręcznikowaniem.

Postanowiłam wypróbować ów sposób na moich włosach, w sumie nic mi nie szkodzi.
Pierwszy raz:
Umyłam włosy jak zwykle ( wcześniej miałam na głowie olej palmowy, potem szampon i odżywka)  zawinęłam na chwilę (maks 2 minuty) w zwykły ręcznik żeby włosy nie ociekały z wody. Następnie nie rozczesywałam ich ( to u mnie nowość, ale poszłam na żywioł ) tylko wgniotłam głową w dół odżywkę Ziaja b/s , pewnie lepiej nadawała by się pianka albo odżywka z dużą ilością środków stylizujących.  Następnie wzięłam biała bawełniana koszulkę i włosy zawinęłam jak opisane jest w poście podanym wyżej, czyli głową w dół nad rozłożoną bawełniana koszulka powoli zniżałam  głowę aż do całkowitego przyciśnięcia włosów na czubku głowy, następnie końce koszulki zawinęłam z dwóch stron w ruloniki oraz tyłu związałam gumka żeby nie wyskakiwały.

Na jednym filmiku widziałam ze dziewczyna poleca trzymanie "czepka" w zależności od długości włosów od 20 minut do godziny. Ja mam średnio długie więc trzymałam około 40 minut, włosy się nie przegrzewają jak w zwykłym ręczniku. Zdjęłam koszulkę - włosy były już suche w mniej więcej 50% - i jedyne co zrobiłam grzebieniem to przedziałek i że mam grzywkę na bok, to uczesałam ja do jako takiego ładu, resztę włosów miałam pognieciono-pofalowane, od połowy i raczej z przodu. Ale nic straconego, wzięłam spray Sun Ozon z filtrem UV, ma on trochę polimerów filmotwórczych więc spryskałam co nieco włosy i zaczęłam ugniatanie, od dołu, z tyłu jak i włosy na czubku głowy. Tak przez cały proces suszenia się naturalnie włosów ugniatałam ( mniej więcej 1,5 godziny) , i o dziwo efekt był naprawdę zadowalający jak na takie warunki.
Włosy były uniesione od nasady, nie potrzebowałam niczym wspomagać objętości włosów bo była fantastyczna, zrobiły się przecudowne, potargane fale, które tylko u dołu utrwaliłam lekko lakierem.

Myślę że ręcznikowanie stanie się moich stałym punktem suszenia włosów.
Po pierwsze, nie czesałam włosów, jakoś normalnie nie mogę się tego pozbyć, a wiem że czesanie na mokro uszkadza włosy, po drugie włosy podczas pobytu pod koszulką również schną, więc nie tracę nie potrzebnie czasu, a po zdjęciu tylko je dosuszam, dalej nie czesząc.
To dla mnie naprawdę cud, bo miałam przeogromny problem z brakiem objętości i przyklapywaniem się włosów u nasady a teraz oprócz tego że się tego pozbyłam to mam jeszcze całkiem zgrabne fale.
Donoszę że po 4 godzinach pobytu na umiarkowanym wietrze fale dalej się utrzymują :)

Niestety nie zrobiłam zdjęcia tuż po wysuszeniu...
Moje włosy na ogół wyglądają tak ( po lewej ), natomiast za pierwszym razem po 4 godzinach na dworze tak (po prawej)

Dzień drugi:
Skupiłam się na pielęgnacji/stylizacji po umyciu włosów, bo zauważyłam że to co robię przed myciem lub w trakcie nie ma większego wpływu na efekt końcowy.

Postanowiłam nieco metodę ulepszyć, i wyszło zdecydowanie na plus.
Zauważyłam kiedyż, jak dawałam olej kokosowy na odżywkę, po spięciu włosów i ściągnięciu gumki rano, włosy mocno się odkształciły.
Tak więc pierwszą rzecz którą dodałam to olej kokosowy Vatika - dosłownie 3-4 krople na mokre włosy zaraz po ściągnięciu ręcznika (1-2 minuty do odsączenia nadmiaru wody). Włosy trzymając głową w dół, wgniatałam od dołu mniej więcej na 3/4 włosów, żeby nie obciążyć nasady włosów.
Kolejna rzecz to zmieszałam odżywkę Ziaja w proporcji 1:1 z kremem Hot Liss, tak wiem jest on przeznaczony do prostowania włosów, ale jak porównałam skład kosmetyków do loków a do prostowania to generalnie składy prawie się nie różnią. Główne składniki to silikony i polimery na początku, maja za zadanie otrzymywać fryzurę w ładzie i zapobiegają puszeniu się oraz chronią prze gorącem suszarki/prostownicy.
Taka mieszankę nałożyłam również w ten sam sposób co olej, wgniatając we włosy. Tak przygotowane włosy zawinęłam tak samo jak dzień wcześniej w koszulkę i zostawiłam na 47 minut - ten orientacyjny czas postanowiłam zostawić już bez zmian.
Reszte takze bez zmian, czyli po zdjeciu koszulki, kilka psików spray'u Sun Ozon, oraz dodałam serum z maski Montagne Jeunesse o którym pisałam tutaj. Serum również głową w dół wgniatam we włosy.
Postanowiłam też trochę wykorzystać metodę "na klamry". O niej można poczytać na wizażowym forum:
http://wizaz.pl/forum/showpost.php?p=17651355&postcount=24

Otóż jak włosy są w 95% wyschnięte, zbieram je z tyłu dość wysoko i zapinam klamrę, swobodnie pozastawiam grzywkę oraz kilka kosmyków po drugiej stronie. I trzymam kilkanaście minut. Gdy ściągnę, włosy są mocniej skręcone, zwłaszcza te z tyłu. Ale tę część nie zawsze stosuję.
Efekt po zdjęciu koszulki i chwilowym podeschnięciu:



Oraz efekt po całkowitym wyschnięciu:




 Na czwartym zdjęciu są włosy po całym dniu.

Trzeci dnień:
Przed zdjęciem koszulki wszystko robiłam jak wcześniej, z tym że moje obserwacje objęły teraz proces suszenia się samowolnie włosów.
Na pierwszym zdjęciu z dnia drugiego po wysuszeniu, widać że włosy falują się mniej więcej od 3/4 włosów. Można temu zaradzić. Podczas suszenia/ugniatania trzeba włosy ugniatać do samej głowy, wtedy tuz przy nasadzie nie będą już takie proste, tylko lekko pofalowane, efekt bardziej mi się podoba ( ale zdjęć nie zrobiłam całości, natomiast tylko dołu, ale efekt chyba trochę widać od samej góry zdjęcia):



Ale hmm...zauważyłam też ze za każdym razem włosy schną trochę inaczej, raz zakręcą się te od spodu a raz wyschną prawie proste.
Generalnie to zależy od ich porowatości i grubości.
Moje włosy jako że utleniane były to łatwiej się kręcą, ale te od spodu już zdążyły trochę odrosnąć, są tez grubsze i ciemniejsze.

Ogólnie polecam tę metodę dziewczynom kręconym jak i nie:)

Cenzura odpowiednio obejmowała anonimowość oraz bałagan w pokoju :D

Więcej informacji o ręcznikowaniu:
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=42542
http://wizaz.pl/forum/showpost.php?p=18043542&postcount=25
http://anwena.blogspot.com/2011/11/najnowsze-wiesci-z-linii-frontu-czyli.html

środa, 8 sierpnia 2012

Recenzja: Truskawkowa maska i serum do włosów Montagne Jeunesse


Dzisiaj dwie recenzje jednego opakowania ale dwóch produktów do pielęgnacji włosów.

Maseczkę Volume Miracle firmy Montagne Jeunesse zakupiłam w sklepie paatal.pl w cenie 1,50 zł.



Maseczka jak i serum bazują na ekstrakcie z truskawki. Produkt jest podzielony na dwie części:

Część pierwsza:

Maseczka Volume Miracle

Już sam skład mnie oczarował. Piszę tak bo za taka cenę nie spodziewałam się cudów ale jest naprawdę przyzwoicie. Może w składzie maseczki jak i serum nie ma całej masy składników aktywnych, ale jak są to na odpowiednim miejscu przed parfum i to już mnie zdecydowanie zadowala. 



Przed parfum mamy w składzie :
Acetamide MEA - jest to humektant, zapobiega elektryzowaniu się włosów, niejonowa substancja powierzchniowo czynna - właściwości pianotwórcze, kondycjoner.
Następnie alkohol cetearylowy - substancja natłuszczająca, stabilizator emulsji, dalej substancja ułatwiająca spłukiwanie maski z włosów, dalej zagęszczacz i już mamy te ważniejsze substancje aktywne: panthenol i ekstrakt z truskawki. Zaraz potem jest parfum i w minimalnych ilościach składniki takie jak: o dziwno dwutlenek tytanu i mica - podejrzewam ze dwutlenek tytanu jest tutaj wykorzystany do zagęszczenia maski i nie wiem może tego do efektu Volume Miracle (?) a mica pewnie nadaje masce perłowej poświaty, bo takową ma. Dalej rozpuszczalnik, glikol propylenowy, konserwanty, regulatory pH i barwniki: czerwony i pomarańczowy.

Maski w saszetce jest 17,5ml. Jak widać na zdjęciach maska ani serum nie była testowana na zwierzętach i posiada standard wegetariański.

Maska ma kolor czerwono-różowy, widoczne są w niej połyskujące drobinki, zapach jest rewelacyjny, konsystencja jest raczej gęsta, i bardzo śliska ( mimo braku silikonów).

Producent zaleca nałożyć maskę na 2 minuty, jednak ja trzymałam ją dłużej.
Za jednym razem zużyłam połowę maski ponieważ dodałam do niej odzywkę Isana z olejkiem Babassu i 4 krople gliceryny, taka mieszankę trzymałam do pół godziny na głowie.

Mieszanka bardzo dobrze się zmywała z włosów, nie obciążyła ich bo nie miała czym.
Nie oczekiwałam żadnego Cudu, ale doczekałam się doskonałego nawilżenia i zmiękczenia włosów. Jestem naprawdę zadowolona z efektu jakie daje taka mieszanka z ta maską. Maska bez dodatków starczy na jeden raz.


Drugi etap Cudu na włosach to:

Serum Control & Define

Serum w opakowaniu jest 5ml, i dla wygody przelałam je do pojemniczka po Biosilku.


Skład serum jest jeszcze ciekawsze.
Tak na początku jest polimer filmotwórczy a następnie polimer-silikon do usunięcia przez wodę o działaniu nabłyszczającym i nawilżającym, ale chyba wszystkie sera do włosów je zawierają, mało tego zawierają ich dużo więcej i trudniejsze do zmycia.
Zaraz potem są składniki aktywne w sporych ilościach jak widać: panthenol, ekstrakt z truskawek, witamina C a także alantoina - wszystkie te składniki bardzo zmiękczają, nawilżają i regenerują włosy, działają przeciwutleniająco. Za parfum są podobne składniki jak w masce.

Serum jest na prawdę rewelacyjne, a do tego bardzo wydajne. Konsystencja jest bardzo rzadka a samo serum jest bardzo, bardzo śliskie przez co własnie wydajne, myślę że przy codziennym stosowaniu starczy prawie na miesiąc. Serum używam na końcówki, czasem od połowy włosów, włosy są fantastycznie miękkie :)

Generalnie zestaw treściwy i całkiem przyzwoity jak na te 1,50 zł. Polecam bo myślę ze warto :)

sobota, 4 sierpnia 2012

Nowości fryzjerskie do pielęgnacji włosów w Multidrogerii cz. II

Ostatnio firma Profis-Fryzopol bardzo się rozwija i to w bardzo pozytywnym kierunku. Nowe produkty co chwile ukazuja się w hurtowniach fryzjerskich. Nie inaczej jest w Multidrogerii, gdzie takie nowosci na ogół dość szybko sie pojawiaja i to w dodtaku w stosunkowo niskich cenach.

Dzisiaj mam przyjemność przedstawić nową serię Lady Spa Silk & Argan i nową maskę Scandic Line Organic Banana Mask.

Scandic Line Organic Banana Mask

Maska do włosów łamliwych i trudnych do do rozczesania. Bananowa odżywka idealna jest do pielęgnacji każdego typu włosów. Zawiera glycol propylenowy, który wspomaga naturalną zdolność włosów do zatrzymywania wody wewnątrz włosa, a także składniki kondynujące, które dodają miękkości i objętości, dzięki czemu nie tylko wyglądają atrakcyjnie, ale i łatwo się rozczesują. Dzięki unikalnm składnikom, takim jak prowitamina B5, ekstrakt z banana zawierający węglowodany oraz alfa-hydroksykwasy nawilżają i chronią włosy przed dizałaniem wolych rodników. Aminokwasy jedwabiu regenerują strukturę włosa sprawając, że jest on gładki i lśniący. Maska jest wzmocniona ekstraktem z kokosa, który ułatwia rozczesywanie, nabłyszcza włosy oraz pozwala łatwiej stylizować fryzurę.
zdjęcie i opis:  http://www.multidrogeria.pl/SCANDIC-Maska-Organic-banana-1000-ml(3,25097,26445).aspx

Skład z opisu wygląda obiecująco, wszystkie maski z serii Scandic Line nie zawierają silikonów ,albo nie zawierają ich wysoko w składzie.
Co do zawartości składników aktywnych to różnie to bywało w rożnych maskach, raz były przed parfum raz po, więc ciężko mi powiedzieć.
Glikol propylenowy zawierała każda maska Scandic, składniki kondycjonujące, czyli pewnie quaty, oby nie za dużo ich tam było, mamy panthenol, ekstrakt z banana, aminokwas jedwabiu i ekstrakt z kokosa. W nazwie jest napisane "ORGANIC" i tu nie wiem, czy cała maska ma być organiczna czy tylko ten ekstrakt z banana, w każdym razie dobrze by było żeby coś w tej masce było organiczne skoro tak jest napisane :)

Ja osobiście już jestem przekonana, cena niska, będę próbowała ja dorwać we wrześniu, bo na razie odwyk kosmetykowy :P

Co do cen najtaniej można kupić póki co w Multidrogerii właśnie:
5,40 zł za 250ml/ 13,80 zł za 1000ml do 6,80 zł za 250 ml/ 20 zł za 1000ml w innych drogeriach/hurtowniach.

Seria Lady Spa Silk & Argan


Działanie naprawcze linii terapeutycznej
„Repair - Silk & Argan”:


- odżywienie i odmłodzenie zniszczonych komórek włosa;
- wzmocnienie kosmyków od korzenia, aż po same końce;
- głęboka regeneracja;
- intensywne nawilżenie;
- wygładzenie i nabłyszczenie;
- nadanie włosom miękkości i ułatwienie rozczesywania.
 źródło: http://lady-spa.pl/

źródło: http://allegro.pl/lady-spa-jedwab-argan-odzywka-ochrona-wygladzanie-i2483577880.html

Mam nadzieję ze po powiększeniu widać główne efekty po zastosowaniu, więc nie będę ich przepisywać.
Ceny:
Szampon 8,59-10zł za 250ml/14,40-16zł za 1000ml
Maska 12,60-14zł za 250ml/24,30-27zł za 1000ml
Odżywka 2-fazowa 18-20 zł za 250ml
Serum jedwabne 17-19zł za 50 ml
Olejek arganowy 23,50-26zł za 50ml

Więcej informacji na stronie producenta:
http://lady-spa.pl/



Post o serii Lady Spa Cashmere:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/06/nowa-linia-kosmetykow-do-wosow-lady-spa.html

Linki do wczesniejszych nowości fryzjerskich:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/06/nowosci-fryzjerskie-do-pielegnacji.html

I link do posta ogólnie o  składach kilku kosmetyków fryzjerskich:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/06/byam-i-sprawdziam-skady-kosmetyki.html


Jeśli raz powtarzam, nie jestem w żaden sposób związana z Multidrogerią, po prostu lubię tę drogerię, mają bardzo duży wybór a ceny jedne z najniższych możecie sprawdzić same, a w dodatku siedziba firmy mieści się we Wrocławiu co umożliwia mi szybki dojazd po zakupione produkty :)



I jeszcze artykuł który znalazłam w piśmie fryzjerskim. Jest to ciekawy artykuł o używaniu formaldehydu, formaliny i formolu do konserwowania keratyny używanej do prostowania keratynowego, a raczej o tym jak producenci szukają sposób na wciśnięcie jej do środka. w artykule polecane są produkty firm Botanic i Acabado, które to zawierają bezpieczne nowoczesne formuły ułatwiające i przyspieszające zabieg keratynowy, polecane są do zabiegów w salonach jak i samodzielnie wykonywanych w domu.

Tak więc dziewczyny, musicie uważać na zabiegi w salonach jak i samodzielnie wykonywane w domu, żeby się nie potrzebnie nie truć lub zostać oszukanym przez salon. Ja o ile się zastanawiałam nad takim zabiegiem, gdyż ceny takich preparatów do kupienia samodzielnie była coraz niższa, ale czy warto dla zaoszczędzenia pieniędzy truć się lub ryzykować nieudany zabieg? Ja na pewno będę długo się zastanawiać przed zakupem jakich kolwiek produktów do prostowania keratynowego.

Jak zmienił się rynek keratyny na świecie?

źródło: http://www.kurierfryzjerski.pl/kurier-fryzjerski-on-line/kurier-fryzjerski-on-line/kurier-fryzjerski-on-line-nr-4-2012.html

Artykuł pochodzi z pisma Kurier Fryzjerski nr 4/2012. Musicie wybaczyć mi ze nie widać kawałka tekstu, ale to był jedyny sposób żeby zrobić screen ekranu, jeśli chcecie w pełni wygodnie przeczytać artykuł to cały numer pisma znajdziecie pod linkiem podanym pod screen'em, ale wymagana jest do tego darmowa rejestracja w serwisie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...