czwartek, 1 listopada 2012

Sama zrobiłam: pomadka, olej ziołowy - podejście I


Na wstępie chciałam wyrazić moje ogromne zaskoczenie i zadowolenie z racji że liczba obserwatorów mojego bloga przekroczyła 100!
Nie spodziewałam się że jeśli nie będę prosić się w komentarzach o obserwowanie oraz nie będę robić "rozdań", ktoś będzie chciał dobrowolnie czytać to co piszę, ale jestem bardzo mile zaskoczona:)
Sama lekko zaniedbałam bloga, a to wynika obecnie z braku czasu, ale postaram się nadrobić zaległości i prowadzić bloga tak rzetelnie jak dotychczas.
Jeszce raz dziękuję czytelnikom!:*


Pomadka do ust

Posiadam w swojej kolekcji trochę olejów, maseł i wosk pszczeli, więc postanowiłam sobie, mamie oraz przyjaciółce ukręcić pomadki/balsamy do ust.


Skład i proporcje



  • wosk pszczeli niebielony - 2,5 g - ok. 22%
  • masło kakaowe - 1,5 g - ok. 13%
  • masło shea - 1,5 g - ok. 13%
  • olej jojoba - 2 g - ok.18%
  • olej ze słodkich migdałów - 2 g - ok.18%
  • olej rycynowy - 1,6 g - ok.15%
  • olejek eteryczny pomarańczowy - 3 krople - ok.1%

Komentarz do składu i proporcji

Z racji że to mój pierwszy raz, nie byłam do końca pewna co z tego wyjdzie. Przeczytałam kilka opisów i składów pomadek, ale ostatecznie zdecydowałam, że głównym usztywniaczem pomadki będzie wosk pszczeli. Ponadto dodałam trochę więcej twardych maseł - obawiałam się cały czas że gdy przeleję ją do sztyftu, będzie za miękka i będzie się łamać lub wgniatać. Dodałam oczywiście płynnych odżywczych olejów i ok. 15% oleju rycynowego, żeby pomadka miała charakter lekko nabłyszczający. Dodałam ponadto naturalny olejek eteryczny pomarańczowy, który nadał pomadce orzeźwiającego zapachu.


Wykonanie



Składniki dokładnie odważyłam za pomocą wagi jubilerskiej, i to była najprostsza część produkcji...
Składniki przesypałam do szklanki z grubego, ciemnego szkła oraz wstawiłam do garnka z wodą, całość podgrzewałam na małym gazie.
Zgodnie z zasadą że najtrudniej rozpuszcza się wosk, rozpuściłam go najpierw. Trwało to jakiś czas,  następnie dodałam masła, i dalej rozpuszczałam. Gdy dodawałam płynne oleje, momentalnie wosk zastygł...Wtedy dowiedziałam się że z woskiem łatwo nie będzie. Tak szybko zastygał, że był na ściankach szklanki i na patyczku którym mieszałam. Gdy dodawałam 3 krople olejku było tak samo. Taka zabawa trochę potrwała, ale ostatecznie udało mi się rozpuścić wszystko. 
Najpierw przelałam do sztyftu, ale chwilę później wosk zastygł na ściankach naczynia, wiec znowu go rozpuściłam. Ostatecznie pomadka znalazła się w opakowaniach.


Opinia moja oraz testerek



Zacznę od tego że jak na pierwszy raz jestem zadowolona z efektu, natomiast mam kilka uwag, co postaram się wyeliminować w kolejnych podejściach.

Według mnie pomadka jest przyjemna w użyciu, gdy jest zimno, jest twarda i trudno się ja nakłada, ale wystarczy kilka razy przejechać nią po ustach aby stała się miękka. Gdy trzymam ją w kieszeni od spodni, jest wręcz zbyt miękka, i przy końcówce lekko mi wypadała oraz nie chciała się chować do sztyftu.
Pomadka ślicznie pachnie pomarańczami, na ogół łatwo się ją nakłada, jest bardzo wytrzymała, nawet do 2 godzin, bardzo dobrze natłuszcza usta, są miękkie i pięknie, delikatnie się błyszczą. Usta po regularnym stosowaniu są prawie cały czas miękkie, nie wysuszone, bez suchych skórek, nawet podczas mrozów (już przetestowane!). Moje wspaniałe testerki mają podobną do mnie opinię, z tym że im raczej nic nie przeszkadza i już wyczekują kolejnej partii :P


Moje uwagi: 

Po pierwsze zbyt duże stężenie wosku. Miałam ogromny problem z samym rozpuszczaniem, wosk był wszędzie i zastygał w mgnieniu oka, miałam problem żeby domyć szklankę, Postanowiłam że w następnej partii zmniejszę jego ilość o połowę a dodam więcej twardych maseł. 

Dodatkowo, w przyszłości mam zamiar dodać do gotowej pomadki trochę pigmentów, żeby nadać jej kolor, oraz dwutlenek tytanu, żeby uzyskać mocniejsze krycie pomadki oraz naturalny filtr UV.
Olej ziołowy

Jakiś czas już się przymierzam do zrobienia maceratu ziołowego, do stosowania na skórę głowy w celu wzmocnienia cebulek włosowych  Tak długo czekałam aż przyszła jesień i słońce pojawia się za rzadko na wersję na zimno. Ponadto posiadam tylko suszone zioła, więc stężenie ziół musiałam zwiększyć do 1:1.
Tak wiec wybrałam wersję na ciepło.


Składniki:


  • 100 ml oleju z pestek winogron
  • 50 ml suszonych korzeni łopianu
  • 50 ml suszonych liści rozmarynu

Wykonanie

100 ml oleju z pestek winogron podgrzałam ( może nawet za bardzo) i zalałam przesypaną do słoika kompozycję ziół. Zioła zaczęły skwierczeć...ale nie zniechęcało mnie to, kuchnię wypełnił intensywny zapach rozmarynu. Po kilkunastu minutach zakręciłam jeszcze ciepły olej, zawinęłam w koc i schowałam w ciemne miejsce. Olej trzymałam 3 tygodnie, co jakiś czas wstrząsając słoikiem.

Po 3 tygodniach, chciałam przecedzić zioła przez zwykłe sitko, natomiast okazało się że zioła stały się sztywne i było to wręcz nie wykonalne. Więc wzięłam jałową gazę i wycisnęłam najmocniej jak umiałam.

Maceratu pozostało może około 50 ml. Z tego co czytałam to i tak dobrze. Olej nabrał ciemniejszą barwę, intensywny ziołowy zapach oraz zawiera odrobinę ziołowego osadu.


Moja opinia



Olej nakłada się bardzo łatwo, wystarczy nie duża ilość na pokrycie całej skóry głowy. Po nałożeniu odczuwam lekkie mrowienie (znak że działa!) ale nie jest nie przyjemne.
Olej nakładam na noc prawie codziennie  zamiennie z żelem aloesowym, ponieważ trzeba pamiętać o równowadze emolientowo-humektantowej skóry głowy (twarzy także).
Olej zmywam rano jeden lub dwa razy delikatnym szamponem BD.

Mogę stwierdzić że olej doskonale odżywia cebulki włosowe, które staja się mocniejsze. Ponadto olej nie wzmaga przetłuszczania się skóry głowy, a czy zapobiega temu zjawisku, tego nie mogę stwierdzić na 100%.


Uwagi

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektu, ale nie pozostanę na tym i będę nadal udoskonalać wykonanie oleju.

Po pierwsze zaleje zioła gorącym ale nie wrzącym olejem i mam nadzieję że przez to zioła nie staną się takie sztywne, i dam do mniejszego słoika/butelki szklanej aby łatwiej można było wymieszać zawartość.

Drugą wersję planuję z pokrzywy zwyczajnej oraz skrzypu polnego oraz/lub brzozy.

Mnie wyszła bardzo mała ilość, więc uważam że konserwacja witaminą E jest zbędna, ponadto olej trzymam w plastikowej przezroczystej butelce, ale przy większych ilościach oleju polecam zakonserwować go i trzymać w butelce z ciemnego szkła w ciemnych i zimnym miejscu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...