niedziela, 17 lutego 2013

DIY: proste domowe mydełko, pomadka podejście II


Domowe mydełko

Trochę uzupełniam zaległości bo, mydełka robiłam w tamtym roku na święta, jako prezent dla wszystkich najbliższych.

Na początek mojej przygody z mydłami postanowiłam wybrać prostszą i szybszą wersję.
Nie robiłam mydła bazowego sama, ponieważ nie poosiadałam wodorotlenku sodu/potasu oraz odpowiedniej ilości olejów.

Wybrałam najtańsze i najlepsze do produkcji domowych mydełek szare mydło Barwa - 1,60 zł za 100 g.




Jak widać na zdjęciach mydło to jest 100% naturalne, nie podrażnia, nie wywołuje reakcji alergicznych, nie ma barwników i zapachu. Mydło jest na bazie oleju palmowego, ponadto posiada glicerynę, chlorek sodu, oraz substancję  która kompleksuje jony metali, dzięki temu zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność.

Z jednego opakowania miałam zamiar zrobić 2 mydełka.

Składniki:




  • szare mydło - 90% ( 50 g )
  • dodatki/zioła - ok. 3%
  • wosk 2% ( ok. 1 g)
  • masła 2%
  • oleje 2%
  • pigment ok. 0,5%
  • olejek eteryczny ok. 0,5% ( 2-3 krople )
  • woda - ilość wedle uznania 
Ilość w gramach podana na przygotowanie jednego mydełka - jedno mydełko ważyło około 57 g.

Sprzęt:


na zdj jest ekstrakt którego nie dodałam, bałam się że
będzie się tworzył osad na mydełku

  • foremki silikonowe w kształcie babeczek
  • tarka
  • waga jubilerska
  • zlewka szklana
  • duży garnek z płaskim dnem
  • mniejszy garnek - emaliowany!
  • drewniana szpatułka
  • folia spożywcza
  • do pakowania - papierowe papilotki do babeczek, woreczki celofanowe, materiałowe satynowe wstążeczki, etykietka
  • woda

Wykonanie:

Zrobiłam 3 wersje mydełek każde różniło się minimalnie od drugiego i każde wykonywałam w podobny sposób.
Najpierw starłam mydło na tarce, i o dziwo dość szybko i łatwo mi to poszło. Do dużego garnka z płaskim dnem, wlałam tyle wody aby po włożeniu drugiego garnka był on zanurzony mniej więcej do połowy. Duży garnek był cały czas na średnim gazie, woda się gotowała, ponieważ mydło bardzo szybko zastyga. Do mniejszego garnka wsypałam starte mydło, mi odpowiadała ilość dwóch startych mydeł na raz. Do tego mydła dolewałam po trochu przegotowanej wody, aby łatwiej się rozpuściło. Próbowałam bez wody i to by się chyba nigdy nie rozpuściło...Wszystko mieszamy drewnianą szpatułką.

tak, nabrudziłam przy okazji xd

Gdy mydło się rozpuszczało, obok rozpuszczałam w szklanej zlewce wosk i masła, i dodawałam do całości. W wersjach z pigmentem, mieszałam go najpierw z ciekłym olejem, w celu dokładnego rozprowadzenia, jeśli uznałam że jest go za mało dodatkowo rozpuszczałam go w odrobinie wody.
Następnie dodawałam dodatki, na ogół na oko, aż uznałam że wystarczy.
Na samym końcu dodawałam olejek eteryczny, także aż do uzyskania odpowiednio intensywnego zapachu.
Dodawana woda dość szybko wyparowywała.
Póki masa była gorąca przekładałam ją do foremek silikonowych i szpatułką wyrównywałam powierzchnię.
Mydełka po wystygnięciu owijałam w folię aby się nie wysuszyły, i odstawiałam w chłodne miejsce aby stwardniały. Po dwóch dniach, a nawet już po jednym można było wyciągnąć pachnące "babeczki" z foremek i znowu zawinąć w folię, odstawić aż do momentu pakowania.

I - "Zielona glinka i pomarańcza"
  • szare mydło
  • zielona glinka
  • wosk pszczeli
  • olej ze słodkich migdałów 
  • masło shea
  • masło kakaowe
  • naturalny olejek pomarańczowy
  • błękitny perłowy pigment

II - "Zielona glinka i mięta"
  • szare mydło
  • suszona mięta
  • zielona glinka
  • wosk pszczeli
  • olej ze słodkich migdałów
  • masło shea
  • masło kakaowe
  • olejek lawendowy

III - "Lawendowy ogród" 
  • szare mydło
  • suszone kwiaty lawendy
  • wosk pszczeli
  • olej ze słodkich migdałów
  • masło shea
  • masło kakaowe
  • olejek lawendowy
  • fioletowy perłowy pigment




Z czterech mydeł zrobiłam 8 mydełek, dla ośmiu osób, no niestety dla mnie nie starczyło, ale następnym razem zrobię także dla siebie :) Gdy powierzchnia mydła była niedostatecznie gładka , wyrównywałam je nożem  następnie wkładałam do białych papilotek, oraz pakowałam w woreczek celofanowy. Każdy woreczek obwiązywałam kolorową tasiemką, oraz dodawałam ręcznie zrobioną etykietkę z nazwą mydełka, dedykacją, listą składników oraz wagą mydełka. Wyszły mi prześliczne :)




Z tego co zauważyłam wszystkim się bardzo podobały, większość uznała że dość słabo się mydlą, ale dobrze myją oraz bardzo dobrze nawilżają/natłuszczają, zapach utrzymuje się tylko podczas mycia i nie pozostaje na skórze po myciu. Przyjaciółka myła nim twarz i uznała że twarz po myciu jest tak nawilżona jak po nałożeniu kremu.
Mam już kolejne zamówienia więc myślę że pomysł się spodobał najbliższym :)


Pomadka podejście II

Moje pierwsze podejście do własnej produkcji pomadki opisałam tutaj:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/11/sama-zrobiam-pomadka-olej-zioowy.html

Wcześniejszy przepis oraz proporcje minimalnie zmodyfikowałam  Chciałam dać mniej wosku pszczelego oraz płynnych olejów na rzecz twardych maseł, oraz dodałam pigment.

Skład:

  • wosk pszczeli 20%
  • masło shea 15%
  • masło kakaowe 15%
  • olej jojoba 17%
  • olej ze słodkich migdałów 17%
  • olej rycynowy 15%
  • do 1% - olejek lawendowy 3 krople, pigment

Mimo zmniejszenia ilości wosku pszczelego, pomadka nadal jest dość twarda, ale także po kilkukrotnym przejechaniu nią po ustach rozpuszcza się i nakłada się ją bardzo łatwo. Następnym razem mogę spróbować dodać mniej twardych maseł przy zachowaniu stężenia procentowego wosku pszczelego ale na korzyć płynnych olejów, jestem ciekawa jakby się sprawowała latem...
Dodałam także olejek lawendowy, moim zdaniem trochę za dużo, czuć ode mnie lawendę pewnie na kilka metrów ;p
No i najciekawszą zmianą było dodanie pigmentu, wolałam na początek dać go mniej, mimo że całość nabierała intensywnego koloru. Jako kolor wybrałam róż mineralny Annabelle Minerals, kolor Rose, był dla mnie za ciemny do twarzy. 



Po troszeczku mieszałam z płynnymi olejami wykałaczką, bardzo dokładnie żeby pigment równomiernie się rozpuścił, i dodawałam do całości  Pomadka ma dokładnie kolor tego różu, z lekkim odcieniem żółtego (wosk pszczeli - nie barwi oczywiście).
Kolor na ustach jest minimalnie widoczny, sprawia że usta są lekko pudrowo-różane. Ja lubię kolory nude lub właśnie takie mleczno-różowe/pudrowy róż, więc w przyszłości mam zamiar dodać do mojej pomadki podkład mineralny od Annabelle Minerals. Róż w składzie ma mniej dwutlenku tytanu - substancji mocno kryjącej/bielącej, więc pewnie dodanie podkładu będzie dawało lepszy efekt krycia na ustach. 
Tak dodane pigmenty/minerały są 100% naturalne i nie uczulające, ponadto im więcej dwutlenku tytanu tym silniejszy filtr UV, składy podawałam tutaj:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/07/kosmetyki-mineralne-do-makijazu-tylko-z.html
Można je także przeczytać na stronie producenta:
http://annabelleminerals.pl/skladniki.html

Swoją drogą niedługo dodam recenzję tych właśnie kosmetyków mineralnych do makijażu.

Po wlaniu płynnej mieszanki olejów do wykręcanych opakowań, zauważyłam że w miarę twardnienia na samym środku robiła się dziurka... wygląda dość śmiesznie, ale nie umniejsza to moim pomadkom:)

zdj robione przy sztucznym świetle, nie oddaje
prawdziwego koloru pomadki


Tak jak poprzednia wersja pomadka pięknie nabłyszcza usta, natłuszcza na długi czas, skutecznie i szybko radzi sobie ze spierzchniętymi ustami, oraz wysuszeniem.


wtorek, 12 lutego 2013

Tydzień Intensywnego Nawilżania - bez protein


Plan:

Czego nie będę robić

- Jest to też tydzień bez prostownicy/lokówki czy nawet suszarki.
- odstawienie produktów do włosów zawierających proteiny
- ograniczenie produktów zawierających substancje wysuszające czyli: SLS, alkohol, zbyt duża ilość ziół,

Co zrobię
Włosy
  •  używanie produktów z dużą ilością humektantów, emolientów oraz witamin:
  1. Humektanty: gliceryna, żel aloesowy, żel lniany, witamina A i E (kapsułki), miód, 
  2. Emolienty - oleje: ze słodkich migdałów, lniany, oliwa z oliwek, jojoba, kokosowy, z pestek winogron, oliwka BD różowa
  3. Witaminy: witamina A, witamina E

  • płukanki nawilżające: z brzozy, z lipy, 

Tu z racji faktu iż woda w kranie jest twarda i wysusza niepotrzebnie włosy, warto na końcu oblać włosy wodą przegotowaną. Ja w tym wypadku zastosuję płukanki co drugi dzień, a co drugi zwykła woda przegotowana

Ciepła woda + wybrany olej ( z 7 podanych wcześniej, codziennie będę używać inny) + 3-4 krople gliceryny  Taką mieszankę przygotuję w buteleczce z atomizerem i psikam włosy przed myciem, następnie czekam do wysuszenia lub dosuszam suszarką ( wartości odżywcze oleju lepiej wnikną we włosy pod wpływem ciepła)

  • maski mocno nawilżające - co drugi dzień:
Na bazie maski Bingo Spa Masło Shea i 5 alg, z dodatkami: dużo żelu lnianego, żel aloesowy, kilka kropel wybranego oleju, kapsułka witaminy E lub A, miód, 
Obficie na włosy, natomiast na skórę głowy sam żel lniany. Wszystko pod folie i ręcznik na 30-45 minut. 

  • po myciu odzywka bez spłukiwania:
W dzień maski - lekka odżywka Joanna Naturia ( niedługo recenzja) , w dzień bez maski, odżywka witaminowa ( z silikonem) Ziaja. Obydwie odżywki od 1/4 długości włosów, następnie żel lniany mniej więcej od połowy włosów

Skóra głowy
-na noc wybrany emolient: żel aloesowy lub żel lniany
-przed myciem wybrany olej w nie dużej ilości: olej khadi, olej lniany, olej łopianowy Green Pharmacy


Cel

Wygładzenie włosów, intensywne nawilżenie, zmniejszenie puszenia się włosów, poprawienie elastyczności końcówek - mniejsza łamliwość, większa wytrzymałość.


Realizacja:

Plan nie wykonałam dokładnie jak go sobie zaplanowałam, ponieważ 2 razy nie nałożyłam oleju przed myciem, użyłam raz szamponu BD, a płukankę z brzozy zrobiłam tylko raz. Ponadto na głowę olej nałożyłam 3 razy, za to codziennie na noc wcierałam w skórę głowy żel aloesowy lub żel z siemienia lnianego. Nie użyłam żadnych SLS oraz żadnych protein.

Maskę nakładałam co drugi dzień. Najpierw była to pierwszy raz użyta przeze mnie maska z ugotowanych ziarenek siemienia lnianego, żelu aloesowego, jednej kapsułki wit. E oraz maski Bingo. Ta maska to była porażka  po pierwsze, ziarenka były w całej łazience, to włosy były sianowate, i ziarenka nie chciały się spłukać, włosy były poplątane...przy naturalnym suszeniu, były okropnie suche.
Doszłam do wniosku że aloes w formie żelu nie jest dobrym rozwiązaniem dla moich włosów.
Następne maseczki przygotowywałam tylko z maski Bingo, żelu z siemienia lnianego ( stosunek 1:1), jednej kapsułki witaminy E oraz kilku kropli wybranego oleju. Żel lniany idealnie wymieszał się z maską, mieszanka nałożona nawet na głowę, nie obciążała strasznie. Włosy po około pół godzinie trzymania pod folią i ręcznikami, były mocno dociążone, ponadto przy naturalnym suszeniu włosy spod spodu, czyli już te  z naturalnym kolorem, zaczęły mi się same kręcić! Było to bardzo ciekawe zjawisko, ponieważ przy ploppingu, miałam zawsze odwrotnie...

Użyłam raz suszarkę aby dosuszyć włosy.

Na końcówki oprócz serum arganowego, używałam oleje, najczęściej był to olej ze słodkich migdałów, ponieważ, był najlżejszy i szybko się wchłaniał.

W dniach bez maski nakładałam tylko na chwile sama maskę Bingo, a codziennie używałam też bez spłukiwania odżywki Ziaja ( z silikonami) oraz żel lniany na koniec na mokre jeszcze włosy.

Brak SLS sprawił że w ostatnich dniach kuracji miałam mocno obciążone i cienkie włosy.

Jeśli chodzi o realizacje celów, to jest dość nie typowo, ponieważ niekoniecznie wszystkie się dokonały ale też pojawiły się inne plusy kuracji.

Otóż po pierwsze, włosy przy codziennym myciu bez silikonów, strasznie zaczęły się plątać od spodu, po myciu jak i wciągu dnia ( za mała ilość silikonów w pielęgnacji , włosy były wręcz idealne do mniej więcej 4 dnia pielęgnacji  były odpowiednio dociążone ale jeszcze nie obciążone, nawilżone, błyszczące  miękkie,   skóra głowy także odpowiednio nawilżona.

Niespodzianką był fakt że pojawiło mi się sporo nowych włosków oraz te wcześniejsze stały się mocniejsze i sztywniejsze!


Wnioski:

Ta kuracja to był strzał w dziesiątkę, uświadomiła mi wiele rzeczy o moich włosach oraz że najważniejsza jest równowaga w pielęgnacji.

- nie mogę zrezygnować z silikonów, najlepiej jak będę używać je co drugi dzień, w odżywkach/maskach do spłukiwania, ponieważ włosy zaczynają się plątać, i przez to jeszcze bardziej uszkadzać...
-używać rzadziej protein, może raz na 3 dni
- postarać się wydłużyć czas do kolejnego mycia szamponem z SLS - skóra głowy lepiej reaguje na delikatne szampony
-codziennie nawilżać skórę głowy żelem aloesowym i żelem lnianym na przemian
-co około 3 dni stosować olej na skórę głowy - przy pielęgnacji bez częstego używania SLS jest to ważne aby nie obciążyć zbytnio skóry głowy
-suszarka - nie jestem w stanie jej ograniczyć przy codziennych chodzeniu na uczelnie na rano, więc to pozostanie bez zmian
-serum silikonowe na końcówki - postanowiłam, że będę zamiennie używać jedwabiu oraz serum arganowego aby nie przeproteinować końcówek
-pozostałe wcierki - naftę będę dalej stosować raz w tygodniu, a alkoholową wcierkę mniej więcej raz w tygodniu także, przez wysuszający alkohol

W przyszłości mam zamiar robić podobne "intensywne tygodnie", mniej więcej co miesiąc lub półtora, ale pewnie skrócę do 5 dni, oraz najważniejszym czynnikiem będzie tu brak protein, lub spore ograniczenie ich.


środa, 6 lutego 2013

Nowa seria: Nowinki ze świata biochemicznego cz.I


Często czytam różne ciekawostki ze świata biochemiczno-biotechnologicznego i mam ochotę się podzielić z wami najważniejszymi wyciągniętymi przeze mnie fragmentami oraz własnym opracowaniem najciekawszych artykułów. Mam nadzieje ze nowa seria spodoba się dociekliwym i zainteresowanym światem kosmetycznym :)


O nowym filtrze mineralnym UV 


Koreańska firma Sunjin, opatentowała nowy filtr UV o nazwie T-80. Surowiec ten powstaje przez połączenie cząstek dwutlenku tytanu (TiO2) ze sobą krzemionką i skład gotowego produktu to 84% TiO2 oraz 16% krzemionki.
Nowością jest fakt iż T-80 wystarcza jako filtr UVA oraz UVB, bo jak wiadomo aby ochronić skórę przed promieniami UV stosując filtry fizyczne (mineralne) potrzeba do tego celu zastosować dwutlenku tytanu jak i tlenek cynku (ZnO) (o filtrach mineralnych wspominałam w artykule:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/07/o-filtrach-mineralnych-informacje.html )
i często nie jest to wystarczająco duża ochrona, używa się dodatkowo filtrów chemicznych.
Obecnie używa się bardzo małych cząstek tych dwóch minerałów, czyli nanocząstek ( cząstki o wielkości poniżej 100 nm) których wielkość jest sprawą dyskusyjną i nie została jeszcze uregulowana przez Komisję Europejską. Istnieją bowiem teorie o szkodliwości oraz wchłanianiu i przedostawaniu się tak małych cząstek za daleko w głąb skóry.
Nowy filtr nie zwiera nanocząstek, natomiast posiada skuteczność tak jak TiO2 o rozmiarze 15 nm oraz ZnO - 35 nm. Mimo dużych rozmiarów przeprowadzono szereg testów i badań nad skutecznością, właściwościami aplikacyjnymi oraz stabilnością.
Badania wykazały że T-80 osiąga minimalną wymaganą ochronę przed promieniowaniem UV ustaloną przez Komisję Europejską w 2006 roku:


10) Minimalny stopień ochrony zapewniany przez produkty
ochrony przeciwsłonecznej powinien być następujący:
 
a) ochrona przed promieniowaniem UVB odpowiadająca
współczynnikowi ochrony przeciwsłonecznej 6
uzyskanemu
przy zastosowaniu Międzynarodowej Metody
Badania Współczynnika Ochrony Przeciwsłonecznej (2006)
lub równoważnemu stopniowi ochrony otrzymanemu
w każdej metodzie in-vitro;
 
b) ochrona przed promieniowaniem UVA odpowiadająca
1/3 współczynnika ochrony przeciwsłonecznej
uzyskanego
przy zastosowaniu metody badania trwałej pigmentacji
ze zmianami wprowadzonymi przez Francuską
Agencję Bezpieczeństwa Sanitarnego Produktów
Zdrowia lub równoważnemu stopniowi
ochrony otrzymanemu w każdej metodzie in-vitro;
 
c) krytyczna długość fali wynosząca 370 nm uzyskana
przy zastosowaniu metody badania krytycznej długości
fali.

źródło:
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2006:265:0039:0043:PL:PDF

Swoją drogą bardzo ciekawy tekst, można dowiedzieć się jakie producenci tego typu produktów mają prawa oraz obowiązki wobec konsumentów oraz kilka przydatnych informacji o oznakowaniu produktów, przeliczniku faktorów oraz ogólnie o promieniowaniu UV.

Wykazano także dużo większą stabilność od TiO2.

Opracowane na podstawie:
http://biotechnologia.pl/biotechnologia-portal/info/kosmetologia/23_aktualnosci/372700,t_80___innowacyjny_filtr_uv_na_bazie_ditlenku_tytanu__chroni_przed_uva_oraz_uvb.html?utm_source=Aktualnosci&utm_medium=e-mail&utm_campaign=newsletter_31-1-2013



Kwas HA - właściwości i zastosowanie

Nie jest to może aż taka nowinka, ale np. w medycynie estetycznej jest on obecny dopiero od 2 lat.

Kwas hialuronowy ( inaczej hialuronan), to polisacharyd, zbudowany z powtarzających się reszt kwasu glikuronowego i N-acetyloglukozaminy, należy do glukozaminoglikanów.
Jest to substancja silnie higroskopijna ( potrafi pochłonąć duże ilości wody):


Jedna cząsteczka tego kwasu jest w stanie związać ok. 250 cząsteczek wody.
A jeden gram kwasu jest wstanie zatrzymać w skórze ok. 6% wody 
Występuje w dużych ilościach w całym organizmie, natomiast w skórze znajduje się połowa całej jego ilości. Okres półtrwania ( czas po którym zawartość substancji zmniejsza się o połowę) w skórze wynosi 12 godzin, czyli dość krótko. Ponadto 30% całego kwasu w organizmie ulega degradacji i jest zastępowana nowo powstałymi cząsteczkami.
Kwas HA pełni także antyoksydantu ( chroni skórę przed wolnymi rodnikami, czyli jest naturalnym filtrem UV),
Z wiekiem zawartość kwasu HA zmniejsza się powodując tym samym obniżenie zawartości wody w skórze oraz stopniowego rozpadu włókien kolagenowych, co łącznie prowadzi do powstawania zmarszczek.
Kwas hialuronowy do stosowania na skórę czy do produkcji kosmetyków jest w postaci żelu,

kwas hialuronowy jest substancją biozgodną, czyli nie wywołuje żadnej niepożądanej reakcji po zastosowaniu tj. alergie, podrażnienia, zaczerwienienie czy pieczenie

Ponadto jest dobrym nośnikiem różnych substancji aktywnych, ponieważ
Dobrze nawilżona warstwa rogowa naskórka staje się bardziej przepuszczalna dla substancji czynnych.

Co ciekawe kwas hialuronowy występuje także w łzach, co daje nowe możliwości jego zastosowania. Używany jest bowiem w postaci soli tego kwasu do produkcji płynów do soczewek, czy kropel do oczu oraz przy operacjach oczu, ułatwia on bowiem regenerację tkanek

Wszystkie cechy kwasu HA są pomyślnie zastosowane w medycynie estetycznej, do m.in. wypełniania zmarszczek czy modelowania konturów ciała. Jest on bezpieczniejszy od choćby botoksu, ponieważ nie ingeruje w organizm ludzki, i jak wspomniałam wcześniej dzięki tak krótkiemu okresowi pół trwania, efekty stosowania kwasu dość szybko znikają, ponieważ kwas wchłania się do organizmu oraz ulega degradacji.

Obecnie kwas HA uzyskiwany jest metodami biotechnologicznymi, np.:
produkowany jest przez bakterie, następnie oczyszczany i sieciowany, w ten sposób, aby utworzył przestrzenną strukturę.

Jednym słowem same dobroci dla naszej skóry, kwas HA jest na mojej liście must have i będę go używać w różnych postaciach do pielęgnacji skóry jak i włosów. Kwas ten w 100% stężeniu świetnie zastępuje krem nawilżający, można go zmieszać z dowolnym olejem odpowiadającym naszej cerze, stworzyć świetne lekkie serum do twarzy intensywnie nawilżające. Ponadto moje włosy były by zadowolona z takiego nawilżenia ;)

Źródła cytatów oraz opracowanie na podstawie:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...