wtorek, 11 grudnia 2012

Zabezpieczanie końcówek - oleje i sera


Bez tego punktu nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji włosów.
Wiadomo że końcówki włosów są najbardziej podatne na zniszczenie, co prowadzi do rozdwajania się końcówek włosa, dlatego aby zachować zdrowe końce należy je chronić przed czynnikami zewnętrznymi.
Jakie są plusy zabezpieczania końcówek włosów wg mnie?

  • przede wszystkim ochrona przed mikrouszkodzeniami włosów, które mogą powodować: wiatr, tarcie o ubranie, mróz
  • termoochrona - oleje jak i różne sera do włosów tworzą na powierzchni włosa nieprzepuszczalny film, który świetni chroni końcówki jak i całe włosy przed nadmiernym wysuszeniem spowodowanym wysoka temperaturą
  • zapobieganie nadmiernemu odparowywaniu wody z włosów - dzięki temu filmowi na powierzchni włosa, woda zostaje zatrzymana w jego wnętrzu, włosy nie puszą się tak pod wpływem zbyt wysokiej wilgotności

Zwłaszcza teraz gdy panują duże mrozy, nasze włosy są narażone szczególnie na mikro uszkodzenia spowodowane tarciem końców o szalik, kurtkę czy czapkę oraz wysuszenie które funduje nam mróz.

Pamiętajmy żeby produktów do zabezpieczania włosów nie używać w zbyt dużych ilościach. Oleje mogą powodować nie estetyczny wygląd tłustych, nie domytych włosów, natomiast silikonowe sera potrafią się nadbudowywać na powierzchni włosa i powodować także oklapnięte włosy. Używając silikonów oczyszczamy skórę głowy koniecznie szamponami z SLS , przynajmniej raz w tygodniu.

Moje zabezpieczanie końcówek włosów, jest dwuetapowe. Najpierw gdy włosy są jeszcze wilgotne nakładam serum silikonowe, czasem też gdy są mokre jako ochrona przed suszarką oraz czesaniem. Nakładam nie wielka ilość, rozcieram w dłoniach w celu ogrzania produktu i nakładam na końce włosów,często nawet do połowy włosów.
Drugi etap to olej. Oleju nakładam maksymalnie 2 krople, mocno rozcieram w dłoniach, i delikatnie starając się równomiernie nakładać na wszystkie włosy, wgniatam w suche już włosy. Nie ryzykuję większej ilości bo obciąża zbytnio to moje włosy.

Sera silikonowe




1. Marion, Natura Silk - Jedwabna kuracja


Przy powiększeniu zdjęcia możemy zauważyć dość krótki i treściwy skład.
Pierwszy najważniejszy plus to brak alkoholu. Początek składu to 3 silikony które pełnia najważniejszą funkcję ochronną tego kosmetyku. Następnie są hydrolizowane proteiny jedwabiu, odżywiają włos oraz wbudowywują się w uszkodzone miejsca w włosie, czym także chronią przed dalszymi uszkodzeniami włosa. Na kolejnym miejscu jest zapach oraz panthenol, który odżywi i nawilży końcówki.

Jedwab firmy Marion wybrałam ze względu na prosty skład, bez alkoholu oraz dużą pojemność za nie wielka cenę - 50 ml za 8 zł. (Obydwa sera Marion mam dzięki uprzejmości bratowej Olci: *)
Jedwab ma delikatną, przezroczystą, dość gęsta konsystencję. Opakowanie produktu posiada wygodną w użyciu pompkę, dozującą  dzięki której mogę dozować odpowiednie ilości kosmetyku - ogromny plus za to, brawo! :) Serum posiada bardzo przyjemny zapach , który utrzymuje się na włosach ( i rękach) przez dłuższy czas. Jest bardzo wydajny. Jedwab natychmiast wchłania się we włosy i ich nie obciąża. Efekty używania tego jedwabiu są bardzo zadowalające. Włosy są nie wysuszone, odpowiednio chronione, a zawarty w produkcie jedwab na prawdę pomaga w walce z rozdwajającymi się końcówkami!
Jestem zadowolona z tego produktu, polecam go każdemu z czystym sumieniem, i myślę że nie rozstanę się z nim długo.


2. Marion, Kuracja z olejkiem arganowym



Tutaj skład jest dłuższy i tym samym nie zmieścił się niestety do końca na zdjęciu.
W składzie tego serum na początku mamy więcej silikonów oraz isopropyl myristate (ester kwasu palmitynowego z alkoholem izopropylowym), który pełni rolę rozpuszczalnika lub pewnego rodzaju syntetycznego emolientu, zaraz po nim jest olej arganowy i parfum. Po zapachu mamy dwa barwniki : żółty oraz czerwony, oraz 3 składniki które pełnią wiele ról na raz: konserwant, zapach oraz rozpuszczalnik.

Serum ma dość słodki ale przyjemny zapach, konsystencja jest gęsta i podobna do jedwabiu. Także wchłania się szybko. Kuracje kupiłam także za 8 zł za 50 ml. Produkt jest w takiej samej butelce z wygodną pompką dozującą. Jest to kosmetyk bardzo wydajny, naprawdę niewiele go trzeba żeby rozprowadzić na końcówkach. Tak jak jedwabiu używam go mniej więcej od połowy włosów i absolutnie ich nie obciąża. Serum posiada olej arganowy, który odżywia włosy, nie są to śladowe ilości ale także nie jest go bardzo dużo. Uważam że kosmetyk spełnia swoje funkcje czyli chroni, a także odżywia włosy. Nie wiem czy kupię ponownie, choć jest możliwość że w przyszłości do niego wrócę.


Oleje odżywcze




1. Olej arganowy

Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym zawiera dużą dawkę witaminy E, w postaci kompleksu tokoferoli. Ilość witaminy E w oleju arganowym jest wyższa aniżeli w oliwie z oliwek.
Jest to olej o intensywnych własnościach antyoksydacyjnych, wynikających z wysokiej zawartości witaminy E oraz dodatkowo związków fenolowych w tym kwasu ferulowego i karotenoidów - w postaci żółtych ksantofili. Dzięki antyoksydantom, olej chroni strukturę skóry przed zniszczeniami powodowanymi czynnikami zewnętrznymi.
Olej wykazuje również działanie przeciwzapalne, łagodzące i sprzyja gojeniu, dzięki obecności fitosteroli, w tym głównie spinasterolu. Skwalan i nienasycone kwasy tłuszczowe wspomagają regenerację bariery hydrolipidowej naskórka oraz uzupełniają niedobory składników tłuszczowych w skórze, w tym cennych ceramidów stanowiących cement komórkowy. Dzięki temu olej wykazuje skuteczne działanie przeciwstarzeniowe, wpływając na odpowiednie nawodnienie, elastyczność, odżywienie i odnowę komórkową oraz złagodzenie procesów zapalnych.
źródło: http://www.biochemiaurody.com/sklep/oil-argan.html

Jak widać z krótkiego opisu, właściwości odżywczych oleju arganowego jest on nie zastąpiony w pielęgnacji twarzy. Natomiast moja cera nie toleruje właściwie żadnych olejów, dlatego kupiłam go z myślą stosowania jako odżywka na końcówki włosów. 

Olej zakupiłam za około 11 zł za 30 ml, i nie żałuję swojej decyzji. Olej ma ciemno złoty kolor, i zapach prażonych orzechów. Oleju biorę 2 krople na dłoń, i mocno rozcieram, następnie cała dłonią wgniatam w suche już włosy mniej więcej od połowy długości, koncentrując się na końcówkach. Olej natychmiast wchłania się we włosy, bez pozostawienia tłustego filmu. Kosmetyk dociąża ( ale nie obciąża) odpowiednio końcówki włosów. Po użyciu olejku, włosy są miękkie, gładkie, lśniące. Olej bardzo dobrze chroni włosy przed wysokimi temperaturami jak i mrozem, a także przed wiatrem i innymi czynnikami zewnętrznymi  Od kiedy używam tego olejku juz dawno nie mogę wypatrzyć rozdwojonych końcówek! To u mnie zdecydowany postęp, zwłaszcza na moich dość długich, tlenionych włosach.
Póki co jest to mój numer jeden wśród olejów do zabezpieczania końcówek i naprawdę polecam. Nie jest to może najlżejszy olej, ale mimo wszystko umiejętne używanie pozwala uzyskać świetne efekty.


2. Olej ze słodkich migdałów

Skład- kwas oleinowy;- kwas linolowy;- kwas palmitynowy;- kwas stearynowy;- witaminy (A, B1, B2, B6, D i E);- składniki mineralne.
źródło: http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Olej-ze-slodkich-migdalow-RAFINOWANY/168

Olej posiadam już jakiś czas u siebie, ale używałam tylko do produkcji pomadek lub maseł do ciała, i uznałam że skoro tak dobrze się wchłania to na włosy też będzie dobry. I się nie myliłam, olej wchłania się jeszcze szybciej niż arganowy, może nawet za szybko przez co nie ma takiego efektu dociążenia włosów. Ale włosy są równie miękkie i jedwabiście gładkie. Również dobrze chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Olej będę regularnie stosować po skończeniu arganowego, a na razie tylko doraźnie, bo na zimę jednak lepszy jest cięższy emolient. Olej jest tańszy od arganowego, może mniej odżywczy, ale myślę że i tak całkiem wystarczająco.

Natomiast na moich wysoko porowatych włosach nie sprawdził się olej kokosowy, który po pierwsze mocno obciążał moje włosy oraz puszył końce. Nie polecam nikomu na pewno jedwabiu Biosilk, ma alkohol w składzie który dodatkowo wysusza już mocno wysuszone i zniszczone końcówki!

czwartek, 1 listopada 2012

Sama zrobiłam: pomadka, olej ziołowy - podejście I


Na wstępie chciałam wyrazić moje ogromne zaskoczenie i zadowolenie z racji że liczba obserwatorów mojego bloga przekroczyła 100!
Nie spodziewałam się że jeśli nie będę prosić się w komentarzach o obserwowanie oraz nie będę robić "rozdań", ktoś będzie chciał dobrowolnie czytać to co piszę, ale jestem bardzo mile zaskoczona:)
Sama lekko zaniedbałam bloga, a to wynika obecnie z braku czasu, ale postaram się nadrobić zaległości i prowadzić bloga tak rzetelnie jak dotychczas.
Jeszce raz dziękuję czytelnikom!:*


Pomadka do ust

Posiadam w swojej kolekcji trochę olejów, maseł i wosk pszczeli, więc postanowiłam sobie, mamie oraz przyjaciółce ukręcić pomadki/balsamy do ust.


Skład i proporcje



  • wosk pszczeli niebielony - 2,5 g - ok. 22%
  • masło kakaowe - 1,5 g - ok. 13%
  • masło shea - 1,5 g - ok. 13%
  • olej jojoba - 2 g - ok.18%
  • olej ze słodkich migdałów - 2 g - ok.18%
  • olej rycynowy - 1,6 g - ok.15%
  • olejek eteryczny pomarańczowy - 3 krople - ok.1%

Komentarz do składu i proporcji

Z racji że to mój pierwszy raz, nie byłam do końca pewna co z tego wyjdzie. Przeczytałam kilka opisów i składów pomadek, ale ostatecznie zdecydowałam, że głównym usztywniaczem pomadki będzie wosk pszczeli. Ponadto dodałam trochę więcej twardych maseł - obawiałam się cały czas że gdy przeleję ją do sztyftu, będzie za miękka i będzie się łamać lub wgniatać. Dodałam oczywiście płynnych odżywczych olejów i ok. 15% oleju rycynowego, żeby pomadka miała charakter lekko nabłyszczający. Dodałam ponadto naturalny olejek eteryczny pomarańczowy, który nadał pomadce orzeźwiającego zapachu.


Wykonanie



Składniki dokładnie odważyłam za pomocą wagi jubilerskiej, i to była najprostsza część produkcji...
Składniki przesypałam do szklanki z grubego, ciemnego szkła oraz wstawiłam do garnka z wodą, całość podgrzewałam na małym gazie.
Zgodnie z zasadą że najtrudniej rozpuszcza się wosk, rozpuściłam go najpierw. Trwało to jakiś czas,  następnie dodałam masła, i dalej rozpuszczałam. Gdy dodawałam płynne oleje, momentalnie wosk zastygł...Wtedy dowiedziałam się że z woskiem łatwo nie będzie. Tak szybko zastygał, że był na ściankach szklanki i na patyczku którym mieszałam. Gdy dodawałam 3 krople olejku było tak samo. Taka zabawa trochę potrwała, ale ostatecznie udało mi się rozpuścić wszystko. 
Najpierw przelałam do sztyftu, ale chwilę później wosk zastygł na ściankach naczynia, wiec znowu go rozpuściłam. Ostatecznie pomadka znalazła się w opakowaniach.


Opinia moja oraz testerek



Zacznę od tego że jak na pierwszy raz jestem zadowolona z efektu, natomiast mam kilka uwag, co postaram się wyeliminować w kolejnych podejściach.

Według mnie pomadka jest przyjemna w użyciu, gdy jest zimno, jest twarda i trudno się ja nakłada, ale wystarczy kilka razy przejechać nią po ustach aby stała się miękka. Gdy trzymam ją w kieszeni od spodni, jest wręcz zbyt miękka, i przy końcówce lekko mi wypadała oraz nie chciała się chować do sztyftu.
Pomadka ślicznie pachnie pomarańczami, na ogół łatwo się ją nakłada, jest bardzo wytrzymała, nawet do 2 godzin, bardzo dobrze natłuszcza usta, są miękkie i pięknie, delikatnie się błyszczą. Usta po regularnym stosowaniu są prawie cały czas miękkie, nie wysuszone, bez suchych skórek, nawet podczas mrozów (już przetestowane!). Moje wspaniałe testerki mają podobną do mnie opinię, z tym że im raczej nic nie przeszkadza i już wyczekują kolejnej partii :P


Moje uwagi: 

Po pierwsze zbyt duże stężenie wosku. Miałam ogromny problem z samym rozpuszczaniem, wosk był wszędzie i zastygał w mgnieniu oka, miałam problem żeby domyć szklankę, Postanowiłam że w następnej partii zmniejszę jego ilość o połowę a dodam więcej twardych maseł. 

Dodatkowo, w przyszłości mam zamiar dodać do gotowej pomadki trochę pigmentów, żeby nadać jej kolor, oraz dwutlenek tytanu, żeby uzyskać mocniejsze krycie pomadki oraz naturalny filtr UV.
Olej ziołowy

Jakiś czas już się przymierzam do zrobienia maceratu ziołowego, do stosowania na skórę głowy w celu wzmocnienia cebulek włosowych  Tak długo czekałam aż przyszła jesień i słońce pojawia się za rzadko na wersję na zimno. Ponadto posiadam tylko suszone zioła, więc stężenie ziół musiałam zwiększyć do 1:1.
Tak wiec wybrałam wersję na ciepło.


Składniki:


  • 100 ml oleju z pestek winogron
  • 50 ml suszonych korzeni łopianu
  • 50 ml suszonych liści rozmarynu

Wykonanie

100 ml oleju z pestek winogron podgrzałam ( może nawet za bardzo) i zalałam przesypaną do słoika kompozycję ziół. Zioła zaczęły skwierczeć...ale nie zniechęcało mnie to, kuchnię wypełnił intensywny zapach rozmarynu. Po kilkunastu minutach zakręciłam jeszcze ciepły olej, zawinęłam w koc i schowałam w ciemne miejsce. Olej trzymałam 3 tygodnie, co jakiś czas wstrząsając słoikiem.

Po 3 tygodniach, chciałam przecedzić zioła przez zwykłe sitko, natomiast okazało się że zioła stały się sztywne i było to wręcz nie wykonalne. Więc wzięłam jałową gazę i wycisnęłam najmocniej jak umiałam.

Maceratu pozostało może około 50 ml. Z tego co czytałam to i tak dobrze. Olej nabrał ciemniejszą barwę, intensywny ziołowy zapach oraz zawiera odrobinę ziołowego osadu.


Moja opinia



Olej nakłada się bardzo łatwo, wystarczy nie duża ilość na pokrycie całej skóry głowy. Po nałożeniu odczuwam lekkie mrowienie (znak że działa!) ale nie jest nie przyjemne.
Olej nakładam na noc prawie codziennie  zamiennie z żelem aloesowym, ponieważ trzeba pamiętać o równowadze emolientowo-humektantowej skóry głowy (twarzy także).
Olej zmywam rano jeden lub dwa razy delikatnym szamponem BD.

Mogę stwierdzić że olej doskonale odżywia cebulki włosowe, które staja się mocniejsze. Ponadto olej nie wzmaga przetłuszczania się skóry głowy, a czy zapobiega temu zjawisku, tego nie mogę stwierdzić na 100%.


Uwagi

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektu, ale nie pozostanę na tym i będę nadal udoskonalać wykonanie oleju.

Po pierwsze zaleje zioła gorącym ale nie wrzącym olejem i mam nadzieję że przez to zioła nie staną się takie sztywne, i dam do mniejszego słoika/butelki szklanej aby łatwiej można było wymieszać zawartość.

Drugą wersję planuję z pokrzywy zwyczajnej oraz skrzypu polnego oraz/lub brzozy.

Mnie wyszła bardzo mała ilość, więc uważam że konserwacja witaminą E jest zbędna, ponadto olej trzymam w plastikowej przezroczystej butelce, ale przy większych ilościach oleju polecam zakonserwować go i trzymać w butelce z ciemnego szkła w ciemnych i zimnym miejscu.

czwartek, 4 października 2012

Czym myję włosy? - analiza i prezentacja



Moje top 4

Dzisiejszy post chciałam poświecić na przegląd używanych przeze mnie szamponów - czyli moje doświadczenia i przemyślenia.

Zacznę od tego czego unikam w szamponach

  • Przede wszystkim silikonów, quatów i innych polimerów - czyli zero substancji syntetycznych które obciążają nie potrzebnie włosy i zatykają pory skóry głowy.
  • Nadmiaru substancji odżywczych. Nie są mi potrzebne proteiny i zbyt duża ilość emolientów czy humektantów aby umyć włosy. One tylko nie potrzebnie obciążają włosy,a i tak nie zdążą zadziałać. Od odżywiania są odżywki i tego się trzymam.
  • Zbyt długich składów - czyli nadmiaru konserwantów, barwników, substancji zapachowych

Co preferuję

  • Wyciągi roślinne i ziołowe
  • Delikatne substancje myjące
  • substancje łagodzące intensywne działanie substancji myjących
  • Jak najprostsze składy
Nie wymieniłam w ogóle SLS, ponieważ nie zaliczam go do składników preferowanych lub nie, są one po prostu potrzebne do doraźnego oczyszczenia włosów i skóry głowy z nagromadzonych substancji.

Używam głownie dwa rodzaje produktów: szampony z SLS i produkty myjące bez SLS.


Szampony z SLS - oczyszczające

Jak już wspomniałam preferuję szampony z prostym składem i najlepiej z ekstraktami ziołowymi czy roślinnymi. Szampony z SLS używam mniej więcej raz w tygodniu w celu dokładnego oczyszczenia skóry głowy i włosów. Wszystkie szampony doskonale radzą sobie z olejami już po jednorazowym użyciu.

Do najchętniej przeze mnie używanych są właściwie wszystkie szampony Malwa z serii ziołowej.
Maja przecudowny prosty skład, bez nie potrzebnych substancji , a wyciąg z ziół nie jest za parfum.
Są rożne rodzaje, każdy ma jeden konkretny wyciąg roślinny. Pod względem występujących ekstraktów różnią się minimalnie właściwościami. Ja zauważyłam że nie które się słabiej pienią a inne lepiej. Ale reszta właściwości jest właściwie taka sama.
Bardzo polubiłam Pokrzywę i Brzozę, ale z powodzeniem używam wszystkich rodzajów.

Skład:



SLS, składnik łagodzący działanie SLS, emulgator - substancja pianotwórcza i kondycjonująca - patrząc po składach to nie widzę go tylko w wersji z aloesem, ekstrakt z pokrzywy, substancja konsystencjotwórcza, parfum oraz regulator pH, konserwanty i substancje zapachowe.

Szampon idealnie oczyszcza za pierwszym razem. Ładnie pachną, konsystencja jest raczej rzadka, opakowanie ergonomiczne i również przyjazne.

Ich koszt to na ogół coś ponad 3 zł za 300 ml. Do kupienia w super i hiper marketach, oraz Rossmannach.

Dwa kolejne szampony nie są moimi ulubieńcami, ale są całkiem dobre, tanie i mają raczej krótki skład.

Pierwszy to szampon z odżywką (?) Bingo Spa z ekstraktem z zielonej herbaty.
Szamponu jest 1 l i płacimy za nie np. w Tesco 2,50 zł! To najtańszy szampon o tak prostym składzie.


Skład:



Silne substancje myjące, substancja łagodząca, składnik pianotwórczy, polimer, wodny ekstrakt z zielonej herbaty, regulator pH, parfum, konserwanty.

Zaznaczę że ta odżywka to nic innego jak dodany polimer, który z resztą nie za bardzo spełnia właściwości odżywki ale także nie obciąża nadmiernie włosów.

Szampon nie bardzo przypadł mi do gustu, mimo prostego składu, ponieważ mam wrażenie jakby zbyt mocno odtłuszczał włosy, są szorstkie w dotyku. Nie pieni się za bardzo i ma dość sztuczny zapach.

Ale pewnie po niego sięgnę jeszcze raz w razie braku np. Malwy.

I opisywany tutaj szampon Green Pharmacy. Jak napisałam zawiodły mnie składem, ponieważ ekstrakty są w śladowych ilościach po parfum, a także zawiera polimery filmotwórcze. Mimo to, uważam  ze jest dość łagodny, ma ładny zapach i nie obciąża włosów.


Produkty oczyszczające bez SLS - do codziennego stosowania

Przyszedł czas na moich codziennych ulubieńców.
Tutaj także mogę powiedzieć iż domywają rożne oleje ze skóry głowy oraz z całych włosów już za pierwszym razem, ale czasem używam drugi raz dla upewnienia.


Baby Dream

Pisałam nim tutaj z tym że od tego czasu trochę zmieniło się moje podejście do tego szamponu.

Skład:



Na początku dwie delikatne substancje myjące, emulgator, kolejny emulgator - zmiękczacz, substancja nawilżająca - zmiękczająca, ekstrakt z kiełków pszenicy, panthenol, emolient - emulgator, kwas mlekowy, ekstrakt z rumianku, zapach.

Skład jest cudowny aż chce się myć nim włosy :)

Szampon pachnie bardzo łagodnie, ma gęstą, przezroczystą konsystencję. Metodą prób i błędów nauczyłam się zmywać dokładnie oleje z włosów i skóry głowy już za pierwszym użyciem, ale i tak często używam go dwukrotnie. Szampon powoduje platanie się włosów i dość silne uczucie szorstkości. Ja nauczyłam się delikatnie obchodzić z nim podczas mycia i nałożona po myciu odżywka sprawiają, ze rzadko włosy mi się plączą po nim. Gdy nie mam oleju na całych włosach, używam go raz na skórę głowy, wcześniej zabezpieczając resztę włosów odżywką.
Szampon ładnie nawilża i odżywia włoski, sprawia że są miękkie.

Jestem z niego naprawdę zadowolona, i mam tylko cicha nadzieję że nie wycofają go z Rossmannów...
Jest taniutki, bo w promocji dostaniemy go za 2,49 zł za 250 ml.
Skład nie jest dużo różny od tych większych płynów z serii BD, natomiast cenowo zawsze opłaca się tę mniejszą wersję.

Drugie cudo, to płyn do higieny intymnej Facelle - wersja do skóry wrażliwej.

Skład:



Tutaj skład jest nieco dłuższy, mniej ekstraktów, ale za to pH wyższe.
Takie same dwie delikatne substancje myjące, kwas mlekowy, gliceryna, emulgatory i zmiękczacze  emolient, sorbitol - substancja podobna do gliceryny - zmiękczacz, mocznik - substancja nawilżająca i zmiękczająca  alkohol - konserwant, allantoina - substancja łagodząca, emolient - wygładza, zmiękcza, parfum, nawilżacze, śladowe ilości ekstraktów z rumianku i awokado, konserwanty, humektant - rozpuszczalnik, substancja czynna z rumianku, konserwant.

Produkt całkiem nieźle się pieni, ma łagodny , przyjemny zapach i jest dość gęsty. Domywa oleje za pierwszym razem, a ponad to nie sprawia ze włosy są bardzo szorstkie i się nie plączą.
Używam go rzadziej na zmianę z innymi.

Produkt tak jak podpowiedział producent oprócz właściwego zastosowania nadaję się świetnie do mycia całego ciała. I uważam że tutaj sprawdzałby się naprawdę dobrze. Myje, nie wysusza, nawilża i zmiękcza oraz nadaję właściwie pH.

Cena to 4,99 zł za 300 ml w promocji w Rossmannie.

Intimelle - kremowy płyn do higieny intymnej


Skład:



Skład jest prostszy, ale skłamałabym pisząc że nie posiada SLS, ponieważ płyn zawiera go w dość małych ilościach tuż przed parfum.

Po za tym w składzie są na początku dwie łagodne substancje myjące  następnie kwas mlekowy, dwa emolienty, emulgatory, humektant - podobny do gliceryny, wspomniany SLS i parfum, mamy kilka emolientów w tym olej roślinny, i kolejna silniejsza substancja myjąca w śladowych ilościach.
I jest tak jak producent pisze, nie posiada drażniących substancji, sztucznych konserwantów czy zagęstników oraz barwników.

Produkt ma śliczny jakby malinowy zapach. Opakowanie posiada wygodna pompkę dozującą  . Konsystencja jest dość rzadka, a produkt bardzo mało się pieni. Także dobrze domywa oleje.

Płyn można zakupić w drogerii Natura za 3,99 zł za 400 ml !! w promocji. Uważam ze to świetna cena jak na tak krótki i bardzo łagodny skład.

Zauważyłam że żele z tej serii mają trochę lepszy skład. Nie posiadają SLS w ogóle oraz posiadają ekstrakty, niektóre dość wysoko w składzie.

Więcej o serii:
http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=46206
http://laaafemonster.blogspot.com/2012/08/intimelle-zel-do-higieny-intymnej-oraz.html

piątek, 28 września 2012

Cudowny uniwersalny kosmetyk cz. II - żel z siemienia lnianego


Żel z siemienia lnianego, to prosty, tani i uniwersalny produkt, który możemy przygotować same.

Do przyrządzenia żelu potrzebujemy jedynie wody i nasion lnu.
Koszt samych nasion, to tak jak patrzyłam w jednej z aptek 2,14 zł za 200 g. Wodę każdy w domu ma.

Na przygotowanie żelu potrzebujemy 2 łyżek siemienia i jednej szklanki wody. Całość gotujemy ciągle mieszając przez 15 minut. Po tym czasie, gdy wszystko jest jeszcze gorące, przecedzamy nasiona przez sitko, starając się wycisnąć jak najwięcej cennego śluzu  Żel odstawiamy do ostygnięcia a następnie wlewamy do zakręcanej butelki i trzymamy w lodówce. Po 12 godzinach żel jest gotowy do użycia.
Żel nie powinno się przechowywać dłużej niż 2 tygodnie, ponieważ może się popsuć.

Tak przygotowany żel jest dość gęsty, nie ma raczej zapachu, ma lekko żółty kolor. Mój żel w tej wersji, popsuł się trochę wcześniej niż po 2 tygodniach, zmienił zapach na nie przyjemny. A że zostało mi go dość sporo to musiałam resztę wylać...Myślę że przy takiej ilości pomocny może być olejek eteryczny, który może lekko zakonserwować żel, żeby tak szybko się nie popsuł, ponadto nada produktowi przyjemny zapach. Natomiast uważam że żel i tak nie może stać za długo w lodówce.
Nie mogłam przeboleć takiego marnotrawstwa więc następnym razem zrobiłam połowę mniej - 1 łyżka na pół szklanki. Tak przygotowany żel o dziwo, nie popsuł się po ponad 2 tygodniach! i starcza mi na własnie nieco ponad 2 tygodnie.

Trochę o właściwościach odżywczych nasion lnu:

Nasiona lnu zawierają związki śluzowe, białkowe oraz bardzo dużo oleju tłustego. Zawierają również kwasy organiczne - m.in. askorbinowy, enzymy, sole mineralne - magnez, cynk, żelazo. Olej lniany bogaty jest w glicerydy kwasów nienasyconych (m.in. linolenowego i linolowego), trochę mniej glicerydów kwasów nasyconych oraz fitosterole i witaminę E.
źródło: http://mamzdrowie.pl/siemie-lniane-wlasciwosci-i-zastosowanie/


Moje zastosowanie:

Ja stosuję żel lniany tylko na włosy, mimo to widać że jest to wielofunkcyjny produkt.


Stylizator

Jest świetny jako żel do loków. 

Pierwszy raz zastosowałam go do ploppingu i efekty były całkiem niezłe:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/08/plopping-czyli-jak-wyczarowac-fale-na.html

Używałam go po nałożeniu odżywki bez spłukiwania, w sporych ilościach  i zawijałam w koszulkę. Po zdjęciu dokładałam porcje żelu i ugniatałam fale.
Żel super nawilża fale, są miękkie i błyszczą się. Bardzo dobrze utrzymuje skręt. Absolutnie nie obciąża włosów, czego się trochę bałam. Można go nakładać także na sucho i też świetnie się wchłania.
Jest dobrym zamiennikiem, drogeryjnych żelów do stylizacji, w których jest sama chemia. Nie posiada polimerów ani silikonów więc oczywiście skręt nie trzyma się nie wiadomo jak długo. Pomaga on w dużym stopniu ułożyć fryzurę, natomiast żeby fryzura się dłużej trzymała nie zastąpiony jest lakier do włosów psiknięty w nie dużych ilościach.

Żel do prostowania włosów.

Druga cudowna właściwość, to prostowanie włosów, oczywiście bez prostownicy :)

W tym przypadku po umyciu włosów, i chwilowym odsączeniu nadmiaru wody w koszulce bawełnianej, nakładam odżywkę bez spłukiwania, następnie wmasowuję żel lniany i rozczesuję grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami. Żel jest śliski, nawet bardzo, ale po nałożeniu na włosy, sprawia wrażenie że włosy są lekko tępe w dotyku. Co nie zmienia faktu że i tak bardzo łatwo się rozczesują. I na grzebieniu mam coraz mniej włosów .
Tak rozczesane włosy zostawiam do wyschnięcia.
Dla mnie bardzo ważne jest aby włosy zostały takie proste jak wtedy gdy są mokre i żel lniany mi w tym bardzo pomaga.
Żel usztywnia włosy, dzięki czemu pozostają w niezmienionej pozycji. Ale bez obaw mogę je dotykać - tak szybciej schną. Jedynie grzywki nie dotykam jakiś czas.
Podczas suszenia naturalnie, włosy schną i równocześnie stają się coraz mniej sztywne a coraz bardziej miękkie i nadal idealnie proste. Wystarczy że przeczeszę palcami grzywkę i ze sztywnych włosów wyłaniają się mięciutkie i proste włosy.
Włosy wyglądają mniej więcej tak:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/08/efekt-laminowania-lub-encanto-pol.html
z tym że są na ogół spuszone i suche przy końcach, czego nie było po kuracji l-cysteinowej.

Jedyne w czym żel nie pomaga tak bardzo jak bym sobie tego życzyła, to puszenie się włosów. Już podczas wysychania, włosy odstają, co znika po około godzinie, ale i tak nie uchroni przed wilgocią i deszczem.


Maska nawilżająca

Postanowiłam też użyć żelu jako maska do spłukiwania.
Po umyciu włosów i nałożeniu na chwilę odżywki do spłukiwania, oraz odciśnięciu nadmiaru wody, dałam ponad 3 razy więcej niż zwykle daję na włosy bez spłukiwania i wmasowałam żel we włosy i skórę głowy. Tutaj także bałam się obciążenia, szczególnie przy skórze głowy.
Włosy zawinęłam w folię i ręcznik na pół godziny, następnie bardzo dobrze zmyłam. Włosy wydawały się lekko tępe i bardzo ciężkie. Po wysuszeniu nie było widać większych efektów, ale włosy nie były obciążone . Myślę że regularne stosowanie maski, nawet codziennie może pomóc w nawilżeniu włosów i zmniejszeniu puszenia.

Żelu lnianego dodaje także do masek-miksów nawilżających. Np.
- maska Bingo Spa 5 alg - około 40%
- żel lniany - ok. 30%
- żel aloesowy - ok. 30%
- 2-3 krople olejku BD niebieskiego

Włosy po zmyciu nie były idealnie śliskie, bo w masce nie ma silikonów. Po wyschnięciu włosy są spuszone ale miękkie i gładkie..


U mnie jeszcze długa droga. Po drugie mam włosy utleniane więc cudów nie mogę oczekiwać od moich wymęczonych końcówek.

Żel jest bardzo wydajny, bo z połowy szklanki, i nakładając w sporych ilościach codziennie + jeszcze więcej, jeden raz jako maskę, starcza mi na ponad 2 tygodnie. Nie mam pojęcia jak to się dzieje ;)
To cudowna naturalna odżywka, super nawilżająca i nie obciążająca włosów.

Jednym słowem, nie wyobrażam sobie codziennej stylizacji/pielęgnacji bez żelu lnianego, czy to do prostych czy kręconych włosów.



Wątek o żelu lnianym jako stylizatorze:
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=387619

Inne zastosowania żelu lnianego:
http://anwena.blogspot.com/2012/02/lniane-spa.html

Siemie lniane dla urody:
http://www.siemie-lniane.pl/uroda.php

Czytałam także o piciu siemienia lnianego. Ma on podobno bardzo dobry wpływ na zdrowie i urodę. Przede wszystkim nawilża skórę od wewnątrz a także dzięki zawartości kwasów tłuszczowych leczy cerę z niedoskonałościami  Miła perspektywa, i może kiedyś się skuszę :)
Więcej o piciu siemienia lnianego:
http://www.blondhaircare.com/2012/09/eksperyment-siemie-lniane-dwumiesieczny.html

poniedziałek, 24 września 2012

Recenzje - odżywki: Isana, Bingo Spa, Romantic





Isana odżywka wygładzająca

Ta recenzja to bardziej na pożegnanie, bo ta wersja odżywki Isana zostaje wycofywana z Rossmannów.
Szkoda bo zdążyłam ją polubić.

Odżywka jest taniutka, bo 300 ml kosztowało w promocji 3,99 zł.

Skład:



Alkohol tłuszczowy - emolient, gliceryna - humektant, składnik ułatwiający zmywanie odżywki z włosów, emolient - zmiękczający, zamiennik lanoliny, olej z babassu - odżywczy emolient, kolejna ułatwiająca zmywanie, składnik konsystencjotwórczy, alkohol -wysusza, może podrażniać, dwie sole - konserwanty, mogą podrażniać no i parfum oraz regulator pH i kolejny konserwant.


Skład jest prosty i wystarczająco treściwy. Idealna do mycia włosów dzięki substancją myjącym oraz do wzbogacania półproduktami. Ale nie polecam do dłuższego trzymania na skórze głowy.

Mnie ta odżywka totalnie zaskoczyła oczywiście pozytywnie. Jest zupełnie inna niż jej siostry z tej samej półki. Nie ma silikonów ani quatów. Ma dość prosty skład które uwielbiam. Mi służy równie dobrze jako odżywka po myciu włosów oraz jako odżywka myjąca. Nie podrażnia skóry głowy, nie obciąża włosów ( oczywiście nałożona nie w ogromnych ilościach ). Włosy są śliskie i łatwo się rozczesują. Nie puszy włosów. Ponad to pięknie pachnie.


Bingo Spa, Maska z masłem Shea i pięcioma algami

Maska jest równie tania a skład jeszcze przyjemniejszy. Zakupiłam ją w Tesco za 7,49 zł za 500 ml.

Skład:



Mam wrażenie że w tym składzie jest błąd, ale to nie wiele zmienia.

Skład jest jeszcze prostszy niż poprzedniczki.
Ta dziwna nie zrozumiała nazwa na początku to nic innego jak połączenie alkoholu cetylowego z alkoholem stearylowym - czyli dwa emolienty na początku jak przystało na dobrą nawilżającą maskę. Nastepnie na zaszczytnym miejscu masło shea, gliceryna , no i ta woda drugi raz. Potem juz tylko ekstrakty z alg: morszczyn pęcherzykowaty, zielenica, alga Nori, Undaria pierzastodzielna oraz czerwona alga. Następnie parfum i regulatory pH oraz konserwanty.

Trzeba zauważyć że maska nie posiada niepotrzebnych składników konsystencjotwórczych, silikonów czy innych "polepszaczy". Dlatego producent ostrzega przed rozwarstwianiem się produktu, co łatwo oczywiście wymieszać.

Maska ma dość gęsta konsystencję, ma mocny zapach (mydła?). Łatwo się zmywa. Dlatego śmiało używam ja do mycia włosów jak i jako maska nawilżająca na trochę dłużej pod ręcznik.
Aby wzmocnić efekt nawilżający dodaję do niej żelu aloesowego, maska natychmiast nabiera żelowej konsystencji co trudniej nałożyć, ale efekty są cudne.

Maska jest idealna do wzbogacania, bo nie obciąża włosów i nie może raczej zaszkodzić skórze głowy.
Kolejna zaletą maski jest to że można ja stosować codziennie bez obaw "przedawkowania". Nie posiada protein więc może tylko nawilżać. Dla mnie jest to dobre rozwiązanie bo posiadam bardzo suche włosy. Wiec nawet gdy ja trzymam godzinę pod ręcznikiem nakładając codziennie, włosy nie odczuwają tego tak mocno.
Włosy po masce są bardzo nawilżone. Pachną cały dzień!

Romantic, Maska z proteinami jedwabiu

No i ostatnia maska, nie nazwę ją bublem, ale do najlepszych nie należy.
Kupiona pod wpływem promocji i obsesji na punkcie protein, teraz jest mniej użyteczna.

Skład:



Maska zawiera: alkohol tłuszczowy, substancje ułatwiające zmywanie maski z włosów, emolient, silikon zmywalny przez wodę, panthenol, hydrolizowany jedwab, parfum , alkohol - konserwant, może wysuszać, inne konserwanty i regulatory pH oraz substancje zapachowe. 


Nadaje się do co tygodniowego lub dwutygodniowego stosowania bo proteiny mogą przesuszyć włosy.
Ja używam jej do mycia włosów, w tej wersji nie zdąży wysuszyć za bardzo moich włosów.
Mogłabym spróbować z większą ilością emolientów, ale pewnie musiałabym ją zmywać szamponem.


Maska ma gęstą, dziwnie budyniowato-przezroczystą konsystencję, jednym słowem nie zachęcająca. Zapach też jest dość nie przyjemny, ciężko się ją nakłada. Dlatego musiałam przełożyć ją do opakowania z dozownikiem.

Natomiast po użyciu włosy są całkiem przyjemne. Używam ją do mycia włosów ale podejrzewam że lekko obciąża włosy ( pewnie przez silikon ).

Ta maska to jeden z moich błędów, co nie zmienia faktu że nie jest zła. Po prostu moje włosy mają inne wymagania.

środa, 19 września 2012

Wzbogacamy gotowce cz. III - ekstrakt z kory wierzby, miłorzębu japońskiego i l-cysteina


W dzisiejszej cz. III mam zaszczyt zaprezentować jeden szczególnie ważny dla mnie ekstrakt oraz dwa które już przewijały się przez bloga.


  • ekstrakt z kory wierzby białej

Standaryzowany ekstrakt z kory wierzby białej Salix Alba o 15% zawartości salicyny (połączenia glukozy z alkoholem salicylowym). W ekstrakcie zawarte są również garbniki i inne związki salicylowe o działaniu przeciw-zapalnym, przeciw-gorączkowym, przeciw-reumatycznym, ściągającym, bakteriostatycznym i keratolitycznym. W porównaniu z kwasem salicylowym surowiec ten powoduje mniej podrażnień, jest rozpuszczalny w wodzie i nie ma potrzeby stosowania alkoholu by go rozpuścić. Od dawna ekstrakty z kory wierzby białej stosowane były w leczeniu trądziku i łuszczycy.

Ekstrakt z kory wierzby białej zalecany jest do pielęgnacji cery trądzikowej, tłustej, naczynkowej.Zalecane zastosowanie w kosmetykach (w produktach typu kremy, toniki, maseczki, żele) do 10%
źródło: http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Ekstrakt-z-wierzby-bialej/49


Moje zastosowanie:

Ten ekstrakt jest wręcz stworzony do cery tłustej i trądzikowej. To taka lżejsza wersja kwasu salicylowego i w dodatku nie trzeba go rozpuszczać w alkoholach czy innych rozpuszczalnikach tego kwasu.

Ekstrakt głównie używam do przyrządzania żelu do mycia twarzy oraz toniku.
Z racji że ekstrakt powinno się używać w stężeniu do 10 % wolę nie dawać więcej bo zapewne się nie rozpuści dobrze.
Do żelu do mycia twarzy Ziaja Ulga dodaję 5 % ekstraktu z kory wierzby i mniej więcej 2 % ekstraktu z zielonej herbaty. Wszystko mieszam wstrząsając opakowaniem. Ja zawsze robię tylko porcje na mniej więcej 2 tygodnie użytkowania oraz trzymam tylko w lodówce.
Dodatkowo wzbogacam tonik Ziaja Nuno o 10% ekstraktu z kory oraz po 1 % ekstrakt z zielonej herbaty i ginkgo biloba. Tutaj także przygotowuję tylko maks 15 ml i trzymam w lodówce.
O ile żel raz wymieszany trzyma składniki na swoim miejscu tak tonik trzeba wstrząsać za każdym razem gdy go używamy.
Czasem do tych mieszanek dodaję kilka ziarenek soli z Morza Martwego. Jest to świetną alternatywą dla toników na bazie wody i soli które to mają za wysokie pH.

Żel oraz tonik stosuje tak samo jak nie wzbogacone kosmetyki czyli 2 razy dziennie. Obydwa produkty na początku stosowania przygotowywałam z mniejszymi stężeniami ekstraktu żeby skóra powoli przyzwyczaiła się do kwasu. I już na początku czułam lekkie pieczenie zaraz po zastosowaniu żelu i toniku. Następnie przeszłam do wyżej wspomnianych maksymalnych stężeń i skóra już się przyzwyczaiła do tego stopnia że nie  było czuć prawie pieczenia. Jedynie po peelingu trochę czuć szczypanie.

Jestem pod wrażeniem działania, ponieważ stosując od miesiąca takie mieszanki moja skóra wygląda coraz lepiej. Jest bardziej wygładzona, dużo szybciej goją się wypryski i rzadziej się na niej pojawiają.
Na ten moment wiem że po skończeniu opakowania albo do niego wrócę jeszcze albo zakupię ekstrakt z lukrecji która także zawiera pomocne w trądziku kwasy.

  • ekstrakt z miłorzębu japońskiego ( ginkgo biloba )

Standaryzowany ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego Ginkgo Biloba L. o gwarantowanej zawartości flawonoidów na poziomie 24% i 6% terpenowych laktonów. Ekstrakt działa pobudzająco i wzmacniająco na układ krążenia, polepsza ukrwienie, wzmacnia system naczyń krwionośnych, jest bardzo silnym antyoksydantem. W kosmetyce jest stosowany głównie ze względu na wzmacnianie tkanki łącznej skóry - hamuje proces starzenia się skóry. Poza produktami anty-aging jest on powszechnie stosowany w kosmetykach antycellulitowych, ujędrniających, rozjaśniających cienie pod oczami, do pielęgnacji cery naczynkowej.Ekstrakt z miłorzębu japońskiego zawiera wiele cennych oraz unikatowych związków czynnych wsród których należy wymienić polifenole - terpenoidy (ginkgolidy, bilobalidy), flawonoidy i ich glikozydy.

Badania ekstraktu lub jego frakcji potwierdzają następujące właściwości powyższych substancji:

  • działanie przeciwzapalne, anty-aging - ze względu na działanie przeciw-oksydacyjne, "wymiatacze" wolnych rodników
  • zwiększanie elastyczności i jędrności skóry - w testach in vitro wykazano, że flawonoidy miłorzębu zwiększają syntezę fibroblastów w ludzkiej skórze oraz zwiększają ilość kolagenu
  • działanie antycellulitowe - stymuluje proces rozkładania tłuszczy
  • wzmacnianie naczyń krwionośnych (szczególnie w pielęgnacji cery naczynkowej) - wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, uelastycznia je i uszczelnia
  • działanie nawilżające

Zalecane zastosowanie w kosmetykach (w produktach typu kremy, toniki, żele, szampony i odżywki do włosów) do 5%.
źródło:  http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Ekstrakt-z-milorzebu-japonskiego/44


Moje zastosowanie: 

O działaniu ginkgo biloba na skórę głowy po przez zawarte w nim substancje poprawiające krążenie w skórze pisałam przy okazji postu o Hibiskusie:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/07/hibiskus-na-wosy-jak-najbardziej.html

I jeszcze jeden cytat na ten temat:
Miłorząb japoński poprawia krążenie, między innymi w skórze i mózgu. Dzięki temu więcej składników dociera do mieszków włosowych, tym samym zapobiegając wypadaniu włosów oraz stymulując ich wzrost. Miłorząb japoński często dodawany jest do szamponów.


A także w poście o żelu aloesowym gdzie wykorzystałam go do stworzenia wcierki wzmacniającej i stymulującej włosy:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/09/zel-aloesowy-cudowny-uniwersalny.html


Ponadto ekstrakt z miłarzębu japońskiego ma swojej zastosowanie przy pielęgnacji cer naczynkowych. Moja mam taka właśnie posiada, wiec z powodzeniem wzbogacam jej kremy o właśnie ten ekstrakt z dodatkiem ekstraktu z zielonej herbaty który ma podobne właściwości.
Przy stężeniu 2 % obydwu ekstraktów krem ma silniejsze działanie redukujące rumień.
Mama zauważyła że rumień jest mniejszy i pojawia się trochę później.


  • l-cysteina

Cysteina jest jednym z dwudziestu podstawowych aminokwasów, należy do grupy aminokwasów endogennych (syntetyzowanych przez człowieka). Cechą charakterystyczną cysteiny, decydującą o jej unikalnych właściwościach, jest posiadanie grupy SH (tiolowej - jest to aminokwas siarkowy). Dwie cysteiny (także w łańcuchu białkowym) mogą tworzyć połączenie disulfidowe (mostek siarczkowy) co znacząco wpływa na trzeciorzędową strukturę białka oraz na biologiczne działanie danego białka. Cysteina w kosmetykach:

  • posiada działanie regenerujące - uczestniczy w procesach odżywiania i odnowy komórek, ze względu na małą masę cząsteczkową jest łatwo wchłaniana;
  • odżywia, regeneruje i wzmacnia włosy, przywraca im połysk i zdrowy wygląd;
  • likwiduje stany zapalne skóry;
  • chroni przed szkodliwymi skutkami działania promieniowania UV;
  • jest związkiem o działaniu antyoksydacyjnym - sama cysteina wyłapuje wolne rodniki tlenowe a także jest surowcem do produkcji glutationu - specjalnego białka chroniącego komórki;
  • działa nawilżająco.
źródło: http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/L-cysteina/225


Moje zastosowanie:

O l-cysteinie pisałam przy okazji postu o domowym pseudo encanto:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/08/efekt-laminowania-lub-encanto-pol.html

Jak się potem okazało jest to dość nieprzewidywalna substancja o wspaniałych właściwościach.
Zachęcona efektem jaki dała mieszanka z l-cysteiną chciałam spróbować ponownie. Ale tym razem efektu nie było żadnego.
Więc albo chciałam wykonać zabieg za wcześnie i włosy miały jeszcze dość l-cysteiny albo postąpiłam nie odpowiednio z dalszą pielęgnacją.
Zauważyłam także że l-cysteina nie lubi się z żelem aloesowym.
Jednym słowem nigdy nie wiadomo kiedy l-cysteina za działa. Ja z niej nie rezygnuję tylko będę dalej eksperymentować bo po zauważonych efektach warto.



Poprzednie części o wzbogacaniu gotowców:
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/08/wzbogacamy-gotowce-cz-i-ekstrakty-z.html
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/09/wzbogacamy-gotowce-cz-ii-sol-z-morza.html


niedziela, 16 września 2012

Żel aloesowy - cudowny uniwersalny kosmetyk

Dzisiaj chciałam zaprezentować cudowny wg mnie uniwersalny kosmetyk oraz jego zastosowania.

Dość długo szukałam dobrego żelu aloesowego z dużą zawartością aloesu oraz jak najmniejszą innych substancji w dodatku w przystępnej cenie.
I tak o to znalazłam żel aloesowy firmy KRAUTERHOF o zawartości aloesu 96%!



Żel zakupiłam w najniższej cenie w aptece Słonik za 11,50 zł ( + 5,90 zł za przesyłkę ) za 250 ml.

Skład:



Skład jest stosunkowo prosty. Mamy na wstępie żel aloesowy oczywiście, następnie trochę wody, gliceryny,  składniki konsystencjotwórcze, regulują lepkość kosmetyku, tworzą film na skórze, działają także jako konserwanty, następnie regulator pH, ekologiczny konserwant, kolejny bezpieczny konserwant, i dwa barwniki: barwnik żółty - może powodować alergie, używany w przemyśle farmaceutycznym oraz barwnik niebieski.




Żel ma galaretowatą konsystencję, ma mocno zielony kolor oraz orzeźwiający aloesowo-miętowy zapach.
Żel w kontakcie z wodą lub produktem zawierającym go tworzy rozwarstwiającą się galaretkę, mnie to osobiście nie zniechęca .


O aloesie

Właściwości aloesu
  • działanie bakteriobójcze
  • działanie przeciwzapalne
  • właściwości regenerujące skórę
  • właściwości nawilżające
  • działanie odżywcze
  • działanie przeciwświądowe
  • właściwości ściągające
 1. Włosy: porost, odżywienie i nawilżenie

Sok aloesowy robi się z m.in żelu aloesowego zawartego w łodygach tej rośliny. Więc te dwa produkty będą używane zamiennie ze względu na takie same właściwości. .

Aloes rzeczywiście wspaniale pielęgnuje włosy. Poprawia mikrokrążenie w skórze, a tym samym pobudza uśpione mieszki włosowe do wzrostu. Sok aloesowy zapobiega też powstawaniu łupieżu (działa grzybobójczo). Nadaje się do wszystkich rodzajów włosów, zwłaszcza mieszanych: tłustych u nasady, suchych na końcach.

Substancje zawarte w aloesie działają odpowiednio do potrzeb włosów: nawilżają suche partie, jednocześnie ograniczając wydzielanie gruczołów łojowych.
Największą rolę w działaniu aloesu na mieszki włosowe odgrywa zdolność stymulowania podziałów komórkowych – w tym wypadku chodzi o komórki macierzy włosowej, która wytwarza nowe włosy. Składniki miąższu, jako stymulatory podziałów komórkowych, świetnie się sprawdzają zarówno w pobudzaniu czasowo uśpionych mieszków włosowych, jak i w dostarczaniu bodźców do przyrostu nowego włosa. Najlepiej stosować szampon aloesowy i po każdym myciu wcierać aloes (aloe first) w skórę głowy, mamy wtedy pewność że zrobiliśmy wszystko do możliwe by wspomóc regenerację macierzy włosowych, wybudzić je ze stanu spoczynku i by uruchomić produkcję nowego włosa.
Szampony aloesowe (mające w swoim składzie przynajmniej 10-15% miąższu) maja też działanie przeciwłupieżowe. Działanie aloesu w szamponach można nazwać oczyszczającym, łagodzącym i przywracającym środowisku skóry równowagę a nawilżające cechy aloesu przywracają włosom połysk.


Bardzo ciekawe artykuły o aloesie i jego działaniu na włosy i skórę głowy + kilka przepisów na wykorzystanie aloesu:
http://pieknieje.pl/artykuly/aloes-sposob-na-piekne-wlosy
http://wdziek.info/aloes_na_wlosy.html
http://www.handsomemen.pl/wlosy,ziola,aloes_a_wypadanie_wlosow_1333179901.html#.UFWU2rLN-58 

2. Twarz: skóra tłusta i mieszana
Właściwości, które posiada aloes niezwykle korzystnie wpływają na stan skóry człowieka, dlatego często są składnikami kosmetyków do oczyszczania i pielęgnacji twarzy. W związku z tym jest on często wykorzystywany do produkcji kosmetyków przez firmy kosmetyczne i farmaceutyczne.
Preparaty przeciwtrądzikowe zawierające aloes mogą być stosowane u każdej osoby niezależnie od przyczyn i rodzaju trądziku. Wówczas tego rodzaju preparaty łagodzą uciążliwe objawy trądziku i zapobiegają ponownemu powstawaniu pryszczy oraz szpecących blizn i przebarwień.


Oprócz wyżej wymienionych właściwości aloes posiada dużo więcej zdrowotnych właściwości.
O wszystkich przeczytacie tutaj:
http://aloesurodazdrowie.com/aloes-zdrowie-uroda

Przydatne linki: 
http://www.inspirander.pl/uroda-i-styl/przepisy-na-kosmetyki-domowej-roboty-z-aloesu?inspager=1
http://swiat-na100latki.blogspot.com/2011/04/kosmetyki-domowej-roboty-z-aloesu.html

Źródła cytatów:
http://polki.pl/uroda_wlosy_artykul,10014794.html
http://www.biomedical.pl/uroda/aloes-na-tradzik-2590.html
http://aloesurodazdrowie.com/aloes-zdrowie-uroda


Moje zastosowania:

  • TWARZ

Z racji że samym żelem aloesowym nie ma co się smarować, bo nie nawilży skóry odpowiednio musiałam użyć go inaczej. W dodatku zostałam zainspirowana maseczką z zielonej glinki z dodatkiem aloesu i postanowiłam wypróbować ten sposób.
O moich maseczkach glinkowych pisałam tutaj. Teraz do mieszanki z glinką w roli głównej, wymieszaną z wodą z rozpuszczoną solą z Morza Martwego, ekstraktem z malin i zielonej herbaty dodałam mniej więcej 40% żelu aloesowego. Tak jak pisałam maseczka przybiera konsystencję galaretki i dość ciężko ją nałożyć. Ale warto się przemęczyć.
Maseczka z żelem nie wysycha tak szybko. Żel nie mal w całości wnika w skórę, pozostawiając ją mniej tępą w dotyku.
Po kilku zabiegach zauważyłam że faktycznie moja skóra jest bardziej miękka, trochę mniej się przetłuszcza a co najważniejsze wypryski goją się szybciej.



  • WŁOSY

Żel kupiłam z zamiarem dodawania go do masek nawilżających na włosy. Więc w takiej wersji aloes zachwycił mnie po raz pierwszy .
Żel mieszałam z maska Bingo Spa pięć alg, maska nabierała galaretowatej konsystencji.
Włosy i skóra głowy były świetnie nawilżone i miękkie.
Następnie przygotowałam wersję + l-cysteina i to był spory błąd. Żel i l-cysteina raczej się nie lubią. Próby zmycia maski wodą były daremne. Glutowate kawałki mieszanki powczepiały mi się we włosy i nie chciały się zmyć. Musiałam użyć delikatnego szamponu. 


No i ostatnie najbardziej zachwycające zastosowanie żelu aloesowego. Otóż po przeczytaniu powyższych informacji o właściwościach, łagodzących, zwiększających porost włosów oraz relegującym prace gruczołów łojowych stworzyłam wcierkę do skóry głowy.

Żel aloesowy zmieszałam z ekstraktem z miłożębu japońskiego ( przy okazji postu o hibiskusie odkryłam właściwości poprawiające ukrwienie skóry głowy ) jako główny składnik wspomagający porost, i w mniejszym stężeniu ekstrakt z malin i ekstrakt z z zielonej herbaty. Tak przygotowaną mieszankę trzymałam w lodówce i wcierałam w skórę głowy codziennie na noc robiąc przy tym minutowy masaż.
Włosy następnego dnia nie były bardziej przetłuszczone bo żel wchłania się w całości w skórę głowy.

Wcierkę stosuję od około 3 tygodni i jestem pod ogromnym wrażeniem. Chyba żaden preparat nie pomógł mi tak szybko jak właśnie ta wcierka. Już po ponad tygodniu zauważyłam znaczny przyrost włosów, a przede wszystkim porost włosów w miejscach gdzie miałam ich mniej i były słabsze czyli na zakolach. Nie mierzę długości swoich włosów więc nie wiem ile urosły, ale czuję po całej masie kłujących nowych włosów. Cieszy mnie to ogromnie i nie mam zamiaru zaprzestawać stosowania tej wcierki :)


Ponadto żel aloesowy przydaje mi się w drobnych skaleczeniach, otarciach oraz wysypkach alergicznych czy nawet przy podrażnionej skórze nóg po goleniu - czerwone kropki zniknęły w jedna noc.

poniedziałek, 10 września 2012

Wzbogacamy gotowce cz. II - sól z Morza Martwego

Przyszedł czas na omówienie kolejnego produktu, które z powodzeniem mogę nazwać półproduktem bo zawsze jest dodatkiem kiedy go używam. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia.
Ten składnik sól z Morza Martwego.
Najpierw kilka informacji o nim znalezionych tu i tam. Generalnie nie będzie o samej soli, tylko o roztworach tej soli.

Działanie na twarz: trądzik, cera tłusta oraz inne dolegliwości.

Niektórzy twierdzą, że jest to wpływ cudowny, ponieważ woda, dziękim zawartym w niej mikro i makroelementom, potrafi w 4-6 tygodni znacząco wspomóc wyleczenie problemów skórnych, z którymi standardowe leki nie mogą poradzić sobie przez całe lata. Najczęstszymi dolegliwościami, z którymi nad Morze Martwe udają się kuracjusze to łuszczyca, atopowe zapalenie skóry, grzybice, reumatyzm. Warto tutaj jednak podkreślić, że na uwagę zasługują nie tylko medyczne zastosowania wody z Morza Martwego, ale także kosmetyczne. Dla pielęgnacji cery tłustej i mieszanej z problemami jest wręcz niezastąpiona. Podobnie, jeśli problem trądziku i wykwitów dotyczy takż einnych części ciała, np. pleców.

Dzięki właściwościom odkażającym oraz zwężającym pory skóry - woda z Morza Martwego skutecznie ogranicza wydzielanie się łoju przyczyniającego się do powstawania trądziku młodzieńczego i wykwitów skórnych. Wydzielający się łój zatyka pory skóry na tyle skutecznie, że często dochodzi do powstania tą drogą popularnych "pryszczy". Woda z Morza Martwego przesusza przetłuszczającą się skorę i w okresie 3-4 tygodni problem trądziku zostaje wyeliminowany lub skutecznie ograniczony. Do pielęgnacji skóry twarzy wodę z Morza Martwego stosuje się zwykle w rozcieńczeniu 50/50 z wodą mineralną, choć każdy powinien wypracować własne, indywidualne stężenie roztworu, najlepsze ze względu na indywidualny charakter posiadanej skóry. UWAGA! Przecierając skórę twarzy wodą z Morza Martwego, szczególnie czoło i okolice, należy bardzo uważać, aby woda nie dostała się do oczu. Wywoła bardzo silne pieczenie! W takich przypadkach należy niezwłocznie przemyć oczy dużą ilością zwykłej wody, najlepiej przegotowanej lub mineralnej.
źródło: http://www.deadsea.pl/nasza_oferta.html


Skoncentrowana woda Z MORZA MARTWEGO 200 ml

Nasycony roztwór drogocennych soli z Morza Martwego. Preparat o bardzo silnym działaniu: do pielęgnacji twarzy zalecamy stosowanie w formie rozcieńczonej z wodą mineralną lub jako dodatek do kosmetyków. Kilka – kilkanaście kropli nierozcieńczonego koncentratu to idealny dodatek do masażu pleców, nóg i stóp.


Stosowanie:
 
pielęgnacja cery przetłuszczającej się, z uporczywym trądzikiem i wypryskami (przecieranie solanką lub roztworem), zabiegi antycellulitowe (nacieranie i masaż solanką), pielęgnacja skóry stóp: likwidacja problemu ich nadmiernego pocenia się, przykrego zapachu oraz pękających pięt (nacieranie solanką, kąpiel), domowe kuracje przeciw łuszczycy, grzybicy i atopowemu zapaleniu skóry (kąpiele, nacieranie, kompresy), łagodzenie bólów mięśniowych (kąpiele, gorące kompresy), walka z łupieżem i przetłuszczającymi się włosami (wzbogacenie skoncentrowaną wodą szamponów i balsamów do włosów), przeciwdziałanie i likwidacja bólów kręgosłupa (nacierania solanką) oraz bólów reumatycznych (nacieranie solanką i/lub gorące kąpiele częściowe np. dłoni, nadgarstków itp. w solance), likwidacja obrzęków i uśmierzanie bólu pourazowego(zimne okłady solankowe), rehabilitacja pourazowa.

Wskazówki:
 
Dłonie: dodaj 2-3 krople do wyciśniętego na skórę kremu i wmasuj w dłonie. Krem do twarzy: dodaj 2-3 krople do nakładanego kremu na twarz i wmasuj - idealny do mieszanej i tłustej skóry. Działa lekko dezyfenkująco. Krem lub żel po goleniu - podobnie jak w przypadku kremu do twarzy. Krem do stóp: dodaj 5-6 kropli i wmasuj w stopy. W przypadku stóp doskonale działa masaż z samej solanki, która ma lekko oleistą formułę. Szampon do włosów: dodaj kilkanaście kropel i wstrząśnij - woda ma działanie przeciwłupieżowe i antyłojotokowe.
Solanka z Morza Martwego powoduje ściągnięcie porów skóry, ograniczenie wydzielania sebum, a tym samym redukcję lub całkowitą likwidację problemu cery z wykwitami. Bardzo ważnym elementem jest także to, że wiele osób po udanych zabiegach kosmetycznych z wykorzystaniem soli z Morza Martwego, pozbywszy się niechcianych „ozdób" na twarzy odzyskuje także pewność siebie i pozbywa się kompleksów związanych z występującymi do tej pory przypadłościami.

Łuszczyca, wypryski (okłady na 30-60 minut)Trądzik (na czystą skórę, codziennie rano, na 10-15 minut)Łysienie plackowate (codziennie na minimum 15 minut)
źródło: http://www.enona.pl/kosmetyki-do-ciala/kompresy-z-morza-martwego/p,kompresy-z-wody-morza-martwego,302.html



kosmetyczny lód1 łyżeczka na 1 szklankę wody, zamrozić
maseczki1 łyżeczkę zmielonej soli zmieszać z 1 łyżeczką miodu, nakładać na 2-5 minut

3. KOSMETYCZNE ROZTWORY SOLNE 
Na bazie soli i wody z Morza Martwego można przygotowywać roztwory solankowe do pielęgnacji problematycznych odcinków skóry. Roztwory takie stosuje się do przemywania. Rekomendowane są dla wszystkich opisanych już wyżej problemów skórnych. Roztwory solne mają bardzo praktyczne zastosowanie w kosmetyce pielęgnacyjnej. Otóż roztwory solne przygotowane na bazie soli i wody z Morza Martwego sprawdzają się wyśmienicie jako środek do codziennej pielęgnacji skóry tłustej, tłustej z problemami (trądzik, wypryski) oraz mieszanej. Dotyczy to zarówno pielęgnacji wrażliwej skóry twarzy, jak i innych odcinków ciała. Stosowanie roztworów solankowych może powodować istotne ściągnięcie porów skóry, a przez to zmniejszenie wydzielania się łoju i likwidację lub istotne ograniczenie pojawiania się nowych krost, wyprysków skórnych i trądzików. Jak wiadomo zatkane lub przytkane pory skóry mogą być bezpośrednią przyczyną pojawiania się trądzików, krost i wyprysków. Roztwory solne z Morza Martwego nie dość, że mogą wyraźnie zwęzić pory skóry, to działają także na skórę oczyszczająco i lekko dezynfekująco. Średni czas stosowania tego typu zabiegów do uzyskania pierwszych widocznych efektów to ok. 2-3 tygodnie, choć w trudniejszych przypadkach trzeba poświęcić nawet 4 tygodnie i więcej. Do pielęgnacji skóry twarzy optymalny jest roztwór 1-2%. Roztwór przygotowuje się poprzez wsypanie odpowiedniej ilości soli do naczynka i rozcieńczenie jej z wodą mineralną (patrz „Kąpiele solankowe” - „Jak obliczyć stężenie procentowe”). Takim roztworem należy przemyć skórę twarzy przy użyciu wacika kosmetycznego. Po zabiegu należy chwilę odczekać do momentu odczucia na twarzy efektu ściągnięcia skóry. Jeśli efekt ściągnięcia skory nie wystąpił, to być może przygotowany i zastosowany roztwór był zbyt słaby. Następnie należy nałożyć krem do twarzy, odpowiedni do cery. Rekomendujemy, aby był to certyfikowany krem z naturalnych składników. Przy wykonywaniu zabiegu należy uważać, aby roztwór solankowy nie podrażnił oczu. Jeśli w jakiś sposób roztwór dostanie się jednak do oczu – może wywołać silne piecze nie. W takim przypadku należy przemyć oczy dużą ilością czystej wody, a w szczególnych przypadkach zasięgnąć porady lekarza.
Do pielęgnacji innych odcinków skóry można użyć silniejszych roztworów, 2-3%. Roztwór można stosować do przemywania problematycznych odcinków skóry. Po zauważeniu efektu ściągnięcia skóry należy nałożyć odpowiedni balsam nawilżający lub wmasować olejek.

Działanie przeciw wypadaniu włosów:
Sól i szampon: zmieszać równe części soli i szamponu, kompres trzymać od 2 do 6 godzin, można dłużej.
http://www.enona.pl/sole-z-morza-martwego/p,sole-do-kapieli-kwartet-1-2-kg,111.html
http://www.enona.pl/kosmetyki-do-wlosow-i-skory-glowy/szampony/p,szampon-do-wlosow-morski,291.html



Moje odczucia:



Sól z Morza Martwego kupiłam pod wpływem własnie powyższych informacji. Sama sól jest tańsza niż skoncentrowana woda morska i bardziej wydajna. Zakupiłam 300 g za 5 zł.

Sól używam tylko do rozpuszczania. Nie używam jako peelingi, ale wiem że świetnie działa antycellulitowo oraz rozpuszczona w wodzie do moczenia zmęczonych nóg.

Sól rozpuszczam w różnych stężeniach na ogół na oko używając takiego roztworu w rożnych postaciach.

Regularnie używam roztworu około 2-3 % jako woda do przyrządzania maseczek glinkowych na twarz oraz do spryskiwania twarzy z tą maseczką. Pory są dużo bardziej zwężone, na początku czuć lekkie szczypanie, po kilku użyciach przyzwyczaiłam się do tego tak że teraz tego nie czuje w ogóle. 
Najważniejsze to uważać na oczy oraz skórę wokół oczu. Bo sól może ją podrażnić. Ja po prostu nakładam waciki na oczy lub osuszam delikatnie oczy po psiknięciu wodą na twarz. 

Kolejna sprawa to używanie jej do pielęgnacji włosów.
Mocno skoncentrowany roztwór około 20 % dodawałam do szamponu lub maski. Przetłuszczanie włosów było w normie, no i nie zauważyłam działania przeciw wypadaniu włosów ponieważ nie stosowałam regularnie, w dodatku używam kilka innych specyfików do tego celu. Ale w przyszłości wypróbuję np. jako okłady na skórę głowy. Dodawałam też do psikadeł na włosy np. w połączeniu z l-cysteina, szkody nie robi ale tez szczególnych efektów nie widziałam.

Niestety nie mam mozliwosci sprawdzic pH roztwou, ale z informacji znalezionych tutaj:
dowiedziałam się że roztwór może mieć pH na poziomie 8,5-9. To by wskazywało na nikłe możliwości tonizowania skóry. Chociaż dla pewności można dodać kilka kropel kwasu mlekowego aby zakwasić roztwór. Można dodać też odpowiednich olejków eterycznych aby zmienić pH na niższe, w każdym razie tak twierdzą na podanej stronie. Można by to sprawdzić.

Mimo tego najlepsze efekty widziałam przy stosowania mocnego roztworu jako tonik. Przemywałam regularnie twarz rano. Na to nakładałam krem matujący który zwykle stosuję i zauważyłam wyraźnie zmniejszone przetłuszczanie się skóry. Mimo że miałam na to makijaż mineralny nie musiałam ani razu w ciągu kilku godzin używać bibułek matujących. Zapewne spowodowane jest to ściągnięciem porów. Muszę zaznaczyć ze skóra nawet po tak sporym stężeniu jakie ja stosuję nie przesusza się.
Później trochę zaprzestałam używania codziennie jako toniku, bo bałam się tego wysokiego pH i używałam dalej zwykły tonik. Mimo to skóra nadal się mniej przetłuszczała.
Myślę że co 2 dni nie zaszkodzi zwłaszcza że nie zauważyłam złych oznak zmiany pH na mojej skórze. Ale koniecznie pokombinuję ze zmiana pH na niższe.

Już teraz wiem że sól z Morza Martwego będzie mi nie odłącznie towarzyszyć w pielęgnacji mojej cery. Daje efekty matujące jakich nie dają inne "lepsze" kremy. Oczywiście na efekty trzeba poczekać przynajmniej tydzień, a myślę że przy regularnym stosowaniu np. jako okłady na twarz może wyraźnie zmniejszyć pory oraz przetłuszczanie się skóry.

Zapraszam także do zapoznania się z poprzednią częścią:

http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/2012/08/wzbogacamy-gotowce-cz-i-ekstrakty-z.html

poniedziałek, 3 września 2012

TAG: Versatile Blogger - czyli 7 faktów o mnie


Zostałam zaproszona do tagu Versatile Blogger, wiec dzisiejszy post będzie krótki i niekosmetyczny.

Na wstępie chciała podziękować Zielonej Olivce, która to zaprosiła mnie do zabawy :)


7 Faktów o mnie:

1. Kocham filmy Tima Burtona a także psychologiczne i abstrakcyjne.
2. Jestem realistką, i mam nie mal że nie zawodną intuicję, co mnie czasem przeraża...
3. Uwielbiam żelki, mogłabym je jeść kilogramami :P
4. Kocham muzykę, różną. Muzyka pomaga mi przetrwać najgorsze chwile jak i delektować się tymi dobrymi.
5. Jestem straszną bałaganiarą.
6. Nie mam zbyt wielu znajomych, nie wiem czy to dobrze ale stawiam na jakość a nie ilość.
7. Uwielbiam nocne spacery po moim ukochanym Wrocławiu:)

Tyle o mnie :D

Ta zabawa to świetna sprawa, można dowiedzieć się ciekawych rzeczy o blogerkach.

Zasady:
- nominować 15 blogów, które Twoim zdaniem na to zasługują,
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów,
- ujawnić 7 faktów o sobie samym,
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
- pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie na blogu.

czwartek, 30 sierpnia 2012

O higienie i ogólnie o wzbogacaniu oraz kręceniu mazideł

Napisałam już pierwszą cześć o moim wzbogacaniu gotowych produktów.
Postanowiłam napisać o zasadach jakich trzeba przestrzegać przy wzbogacaniu gotowych produktów różnymi półproduktami.

Przede wszystkim higiena

Zachowanie zasad higieny jest podstawą przy wzbogacaniu czy robieniu kosmetyków. A szczególną uwagę trzeba zwracać przy produktach do pielęgnacji cery.

Przede wszystkim czyste stanowisko pracy, następnie dokładnie umyty sprzęt laboratoryjny lub ten nasz domowy oraz opakowania do naszych wzbogaconych kosmetyków. Druga sprawa najważniejsza to odpowiednie zdezynfekowanie tych właśnie przyborów. Może być to alkohol etylowy 96% ( spirytus ), lub używane w gabinetach kosmetycznych, dentystycznych czy nawet w studiach tatuażu specjalne płyny do dezynfekcji. Oczywiście nie musimy kupować tych działających niezwykle mocno na różne bakterie i wirusy bo takich pewnie nie posiadamy u siebie w domu.


Ja polecam ze względu na wszechstronność płyn Skinsept Pur. Jest to preparat używany w salonach kosmetycznych przed zabiegami oraz przez wizażystów do dezynfekcji pędzli oraz kosmetyków np. szminki, puder. Nie niszczy on włosia, nawet tego naturalnego a rozpylony na kosmetyku momentalnie wysycha i zostawia suchą, odtłuszczona powierzchnie.
O Skinsept Pur dowiedziałam się z bloga Angel Makeup World . Post jest niezwykle ciekawy i pouczający, warto zajrzeć.



Zakupiłam go hurtowo za 28 zł za 1 l, ponieważ w aptekach ten 350 ml z atomizerem jest tylko 2 zł tańszy a ten litrowy 10 zł droższy. Tak się złożyło że u mnie w mieście stacjonuje taka hurtownia, więc pojechałam go odebrać osobiście. I aby wygodnie się go używało, zakupiłam dodatkowo w aptece w cenie 3 zł alkohol salicylowy z atomizerem ( 50 ml). Alkohol przelałam do osobnej, zdezynfekowanej buteleczki a do tej przelałam część płynu.
Płynu używam codziennie do odkażania pędzli do makijażu, a raz na miesiąc mniej więcej do dezynfekowania pomadek do ust czy pudrów. I oczywiście do dezynfekcji sprzętu używanego do mieszania mazideł oraz opakowań.

Dodatkowo używam go do dezynfekcji produktów codziennego użytku: myszka, klawiatura, komórka, mniej więcej raz w miesiącu. Polecam także to zrobić innym dla własnego zdrowia. 


Sprzęt


Nie trzeba się zaopatrzyć w laboratoryjny sprzęt, jeśli ktoś ma pomysł na użycie rzeczy dostępnych w domu to nie ma przeszkody. Ważna jest dokładność pomiarowa. Można samodzielnie zrobić przeliczniki. A dzięki wiedzy na temat ciężarów właściwych możemy bez problemy odmierzać gramy w miarkach 1-mililitrowych.
Poniżej kilka linków do przykładowych ciężarów właściwych. Takie informacje znajdziemy także przy danym półprodukcie na stronie gdzie je kupujemy.

Przydatne wzory i przeliczenia
Tabela ciężarów właściwych-półproduktów

Do tworzenia kosmetyków mineralnych do twarzy powinnyśmy posiadać moździerz lub młynek do kawy w celu dokładnego roztarcia i wymieszania składników.
O tworzeniu i ogólnie o kosmetykach mineralnych do makijażu pisałam tutaj.


Druga sprawa to opakowania, buteleczki, słoiczki. Możemy kupić nowe albo wykorzystać opakowania po zużytych kosmetykach. Trzeba pamiętać oczywiście o dokładnym ich umyciu oraz zdezynfekowaniu.

Profesjonalny sprzęt laboratoryjny można zakupić w sklepach chemicznych np. na allegro - linki także poniżej.

http://allegro.pl/sklep/7192959_tomchem - tanie szkło, sprzęt laboratoryjny oraz odczynniki/półprodukty
http://allegro.pl/sklep/23078122_allchemik- j.w.
http://allegro.pl/sklep/19518330_pyrogarage - odczynniki chemiczne


Odpowiednie stężenia i technika

Najważniejsze jest przestrzeganie odpowiednich dopuszczalnych stężeń. Za dużo może nam wyrządzić nie raz krzywdę np. kwasy, a za mało może w ogóle nie dać oczekiwanego efektu. Do odpowiedniego stężenia w granicach normy można oczywiście dojść za pomocą metody prób i błędów.
Jeśli używamy kwasów lub substancji wrażliwych na zmiany pH to musimy kontrolować je po przez używanie papierków lakmusowych. Aby zmniejszyć pH - zakwasić roztwór musimy użyć jakiegoś kwasowego odczynnika np. kwas mlekowy, natomiast aby zwiększyć pH używamy np. wodorotlenku sodu ( soda ).

Jak uregulować poziom pH wykonanego kosmetyku

Co do kwasów musimy także uważać na stężenia, ponieważ kwasy zachowują się inaczej niż reszta odczynników.

Kalkulator stężeń ( mi działa tylko na Internet Explorer )

Wzbogacanie to najprostsza metoda użycia półproduktu. Wybieramy dowolny kosmetyk i dodajemy odpowiednie stężenie. Prosto wzbogacimy nasz ulubiony tonik, ale również ulubiony krem, maskę glinkową lub maskę do włosów.

Ekstrakty łatwo dodać do kosmetyku, te płynne bardzo łatwo , natomiast te w proszku trzeba dokładnie wymieszać. Można ew. użyć mieszadełka w postaci spieniacza do kawy. Do wzbogacania najlepiej użyć część kosmetyku, najlepiej małą część na kilka użyć. Wtedy szybko możemy przygotować kolejna zmodyfikowaną porcję. Taka porcję trzymamy w lodówce, bo naturalne ekstrakty mogą skrócić datę ważności produktu.

Do wzbogacania nie polecam używać kwasów, czy substancji do których rozpuszczenia potrzebny jest alkohol, lub odpowiednie pH, lub podgrzewanie do odpowiednich temperatur, ponieważ to wymaga pewnych umiejętności. Ponadto nowy składnik może reagować rożnie z reszta produktu i się rozwarstwiać lub szybciej psuć.

Dodawanie olejów do kremów może mieć negatywny skutek, ponieważ zawarty w gotowym produkcje emulgator może być nie wystarczający do takiej porcji oleju, i w konsekwencji olej nie wymiesza się z produktem. Polecam tworzenie ekspresowych ser olejowych:
Ekspresowe sera do twarzy
http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/i/Serum/100
Oleje za to z powodzeniem dodajemy do masek do włosów.

Łatwo także wyczarować krem z filtrem UV lub balsam brązujący czy z rozświetlającymi drobinkami, wystarczy dodać odpowiednia ilość filtrów mineralnych: dwutlenku tytanu i tleny cynku lub perłowe miki do balsamów. Potrzebne minerały zakupimy np. w sklepie kolorówka.

Do najbezpieczniejszych należą: proteiny hydrolizowane, l-cysteina, ekstrakty naturalne, glinki, algi, liposomy, witaminy i inne substancje takie jak np. mocznik, kwas hialuronowy czy gliceryna.

Wspaniałą odmiana kosmetyku są olejki eteryczne. Można je dodawać do gotowych produktów w małych stężeniach. Można także zrobić własne perfumy w kremie, dodając do miksu twardych maseł i wosków odpowiednią kompozycję ulubionych olejków. W celu wzmocnienia efektu pielęgnacyjnego dodajemy je do olejów do skóry głowy czy oliwek do ciała. Łatwo wyczarujemy także sole, kule i mydełka do kąpieli z dodatkiem tych pachnących półproduktów. Aromaterapia ma zbawienny wpływ na stan umysłu.

Co do tworzenia kosmetyków od podstaw, musimy się zaopatrzyć w niezbędna wiedzę a także dokładniejszy sprzęt. Więcej wiedzy na ten temat w linkach poniżej.

 Sklepy z półproduktami i przepisami podałam w linkach.

Reszta przydatnych linków:

http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/i/Wzbogacamy-krem-sklepowy./73
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=322395 - temat o wzbogacaniu gotowców
http://www.femineus.pl/index.php?topic=7511.0 - j.w.
http://www.laboratoriumurody.pl/forum/jak-zrobic-krem-sposobem-domowym-ogolne-informacje,t13.html - bardzo dokładnie opisane jak zrobić najprostszy krem
http://mazidla.com/receptariusz/21/21-wykonywanie-mazide-informacje-ogolne.html
http://wizaz.pl/forum/archive/index.php/t-600900.html - temat na forum o higienie podczas tworzenia kosmetyków
http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/i/ABC/5 - Kompendium wiedzy na temat tworzenia kosmetyków i właściwości ich składników.
http://www.zrobsobiekrem.pl/info/index/pageId/138/preview/1 - Krok po kroku - przewodnik dla początkujących

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...